Nie popełnij tego błędu…

Już na samym początku popełniłam błąd. Najgorsze jest jednak to, że kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Wszyscy wiemy w jakiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Koronawirus nie daje za wygraną, skutecznie zamykając (przynajmniej niektórych) nas w domach. Dzieci korzystają z czasu prawie wolnego, bo oczywiście nie możemy zapomnieć o nauce… A my rodzice? Staramy się ogarnąć nową rzeczywistość. Połączyć jakoś siedzenie w domu, często pracę zdalną z gotowaniem, sprzątaniem i pomocą w lekcjach…

Jeden dzień przeżywamy jako zwycięzcy. Lekcje zrobione na tip top, chata wysprzątana, wszyscy najedzeni, a i nawet popracować się udało. Z drugim dniem może być nieco gorzej, ale nadal się staramy. Jednak o naszym życiu w czasach izolacji napiszę wam innym razem.

Dzisiaj chciałam poruszyć nieco inny, dość ważny temat. Otóż, ostatnio wiele się mówi o dzieciakach, które zamiast siedzieć w domach spotykają się z rówieśnikami, nic sobie nie robiąc z ostrzeżeń o rozszalałym wirusie. Doskonale rozumiem rodziców, którzy nijak nie mogą wziąć wolnego, żeby zostać w domu z dziećmi, tym bardziej z tymi które mają więcej niż 10 lat. W końcu żyć z czegoś trzeba. Jednak czas na rozmowę z nimi o tym co się teraz dzieje, o sytuacji w której się znaleźliśmy, powinien znaleźć każdy.

I właśnie tutaj popełniam błąd. Moja przymusowa kwarantanna ciągnie się od stycznia (spokojnie, nie zarażam :D). Więc mam czas na rozmowy i naukę z Młodą. Ale o jednej z tej rzeczy zapomniałam, a raczej którą pominęłam. Nie porozmawiałam na początku z Anią o wirusie, o tym jaki jest zaraźliwy, jak wielu ludzi zmarło w innych krajach. Byłam i Ania też była, na bieżąco, jednak (o ja głupia) myślałam, że wystarczą im pogadanki zafundowane przez dyrektora szkoły i nauczycieli, oraz to co usłyszy razem z nami z wiadomości podawanych w telewizji.

Młoda ma 12 lat… Myślałam, że to wszystko wystarczy… Myliłam się… I właśnie o tym jak bardzo się myliłam, przekonałam się pierwszego dnia w którym szkoły zostały zamknięte, a koleżanki Ani przyszły wyciągnąć ja na dwór. Oczywiście została w domu, ze łzami w oczach, z esemesami od przyjaciółek, żeby mnie przekonała, że będą tylko pod domem i z nikim nie będą się spotykały. Żeby nie było, Młoda nie rozbiła wielkich fochów przez to, że musiała zostać w domu. Ale cała ta sytuacja dała mi do myślenia. Dzieciom trzeba wyjaśnić jak poważna jest sytuacja!

Zaczęłyśmy rozmawiać, pokazałam jej wiadomości ze świata, to jak szybko ten wirus się rozprzestrzenia. Rozmawiałyśmy o tym, że jest to niewidzialny wróg nie dający na początku objawów, a w szczególności u dzieci. I, że to właśnie dzieci mogą stać się roznosicielami wirusa, dlatego tak ważna jest izolacja. Nie wiemy z kim koleżanka lub jej rodzice mieli wcześniej kontakt, nie wiemy czy my nie zarażamy, czy nie zaraziliśmy się w sklepie czy na stacji benzynowej. My możemy przejść to choróbsko łagodnie, ale inni mogą nie mieć tyle szczęścia.

Z dziećmi trzeba rozmawiać. Trzeba im wszystko tłumaczyć, oczywiście stosownie do wieku. Szkolne pogadanki jak widać nie dają zbyt dużych efektów. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, czy my braliśmy do siebie wszystko co mówiono nam w szkole? No właśnie. Już kiedyś pisałam Wam, że nawet edukacja seksualna dzieci zaczyna się w domu. To rodzice są najlepszym przykładem dla swojego potomstwa, wzorem do naśladowania. To właśnie w naszym obowiązku leży uświadamianie dzieciom jakie zagrożenia wiążą się z nieprzestrzeganiem kwarantanny, zasad i reguł, które ktoś stworzył dla naszego dobra.

Dzieci wierzą w to, że ich problem wirusa nie dotyczy, że ominie ich szerokim łukiem. Przecież do tej pory wychodzili i nie mają objawów. Tak, oni mogą ich nie mieć. Ale co z nami dorosłymi? Co z dziadkami? Kobietami w ciąży? Z ludźmi o obniżonej odporności?

Zasada jest jedna. Wirus nóg nie posiada. To my jesteśmy jego nogami. To my, nawet nie wiedząc o tym, pomagamy mu się rozprzestrzeniać.

Wiecie co jest najgorsze? Prawie każdego dnia widzę koleżanki Ani jak spacerują w większych lub mniejszych grupkach. Dlatego apeluję do Was rodzice. Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi. Pobieżne rozmowy, zakaz wychodzenia z domu pod waszą nieobecność, nic nie dadzą. Dzieci muszą zrozumieć powagę sytuacji. Inaczej po chwili gdy zamkną się za wami drzwi, gdy będziecie siedzieli w pracy, one będą się wymykały i spotykały z rówieśnikami. Rozmowa, szczera rozmowa. Poświęcenie czasu dzieciom. O nic więcej nie proszę.

Zdrowia!