Bez kategorii Recenzje

Kryminalne Przypadki Matyldy – Bożena Mazalik

8 czerwca 2019

Dawno nie miałam tyle czasu, aby na spokojnie przeczytać choć kilka stron. Dlatego tym bardziej się cieszę, że w końcu mi się udało dokończyć Kryminalne Przypadki Matyldy. Nie mogę w to uwierzyć, że nie przeczytałam jej wcześniej, jest świetna.

Kto mnie zna ten wie, że uwielbiam książki z dobrym humorem, a jeszcze lepiej kryminały lub thrillery. Kryminalne Przypadki Matyldy łączą w sobie dobry humor oraz kryminał co daje całkiem niezłą mieszankę. ALE, jest troszkę tych ale, jednak do nich dojdziemy za chwilę.

Zamek, nieboszczyk i jałówka – czyli jak Matylda szukała świętego spokoju.
Kiedy Matylda zostaje porzucona przed ołtarzem, wszystkim, czego potrzebuje, jest odrobina samotności. Spotkanie z Władkiem, kolegą szkolnym, kończy się propozycją wprowadzenia się na jego zamek i Matylda decyduje się z niej skorzystać. Niestety, spokój nie jest jej pisany.
Sarni Dwór to zamek jak z koszmaru – wciąż słychać tajemnicze stukanie, kamienne schody skrzypią, drzwi się otwierają… Na domiar złego Matylda odkrywa trupa parobka, zwierzęta z dworskiego gospodarstwa zachowują się niepokojąco, a jej przyjaciółka ląduje w szpitalu. Komisarz policji okazuje się interesującym, aczkolwiek aroganckim mężczyzną, na którego urok Matylda nie potrafi być obojętna. Wydarzenia nabierają tempa, a nieboszczyków przybywa…

Ta książka naprawdę bardzo przypadła mi do gustu. Bohaterowie są ciekawie stworzeni, podobnie jest w przypadku zabawnych sytuacji, których w tej książce nie brakuje. Mamy wątek kryminalny, to fakt bo trupów jest całkiem sporo, coś ktoś knuje lecz kto, tego do końca nie wiadomo. Mamy wątek miłosny, ponieważ pomiędzy Matyldą i głównym śledczym coś iskrzy, choć aż tak tej chemii nie można odczuć, ale coś tam jest i przybiera na sile. Humor też jest, najbardziej bawił mnie fakt morderczej jałówki, ale o tym sami musicie przeczytać.

I tutaj może przejdźmy do mojego ALE 🙂 Kurczę wszystko byłoby ok gdyby bohaterowie, a raczej bohaterki tyle nie piły, a piły całkiem sporo 🤣 chyba, że tylko mnie to przeszkadzało. W pewnym momencie myślałam, że tylko to robią 🤣 W dodatku po stracie niby bliskiej osoby, Matylda była całkowicie pozbawiona jakichkolwiek uczuć, tak jakby jej to w ogóle nie obeszło. W sumie ludzie są różni i na widok trupa mogą różnie reagować, ale tutaj chyba na każdego trupa, bliższego i dalszego, bohaterki reagowały jakby wzruszeniem ramionami. W całej tej historii niebywale przerażało mnie też, zamiłowanie Matyldy i jej przyjaciółki Ilki do pakowania się w tarapaty. Cudem można nazwać to, że obu tym kobietom udało się dożyć do ostatniej strony. W dodatku który policjant tak długo wytrzymałby ciągłe mieszanie się do śledztwa? Hmmm… No ale przynajmniej przez całą książkę coś się działo, i naprawdę te wszystkie ALE nie przeszkadzały w odbiorze tej książki.

Dobra zostawmy treść, choć może i jest się do czego doczepić to i tak ta książka jest warta waszej uwagi. Ja spędziłam z nią kilka bardzo fajnych chwil, i mam cichutką nadzieję, że autorka pomyśli nad kontynuacją przygód Matyldy. Zajmijmy się okładką, która moim zdaniem jest cudna. Fajne połączenie kolorów, dobrze skomponowane napisy i czcionki, wszystko daje całość która przyciąga wzrok.

Słuchajcie, pomimo wszystkich wad i moich ALE ta książka jest idealną pozycją do lektury w hamaku w ogrodzie, na ręczniku na plaży, czy pod ciepłym kocem przed kominkiem. Koniecznie dajcie mi znać czy ją czytaliście, a może znacie inne książki tej autorki?