Nie jestem influencerem i … dobrze mi z tym!

Bloga prowadzę odkąd tylko pamiętam, a mój pierwszy, pełnił rolę ciążowego pamiętnika. Później przeistoczył się w bloga z rękodziełem, a jeszcze później został usunięty na dłuższy okres czasu. Dlaczego? Już nawet nie pamiętam. Jednak odkąd działam tutaj, wiele się zmieniło. Ja się zmieniłam i moje podejście do wielu spraw również uległo zmianie. Ale… jest jedno ALE 😉 Influencer i bloger ze mnie żaden, dlaczego?
Powodów jest wiele 😀 Nawet nie wiem od czego zacząć. No dobra, lecimy po kolei.
Po pierwsze gadżety

Jakiś czas temu całą rodziną, wyruszyliśmy na spotkanie z Fundacją 3-4 Start! choć od samego początku byliśmy informowani o możliwym braku prądu ( o zasięgu i wifi, nie wspomnę ) nie zabraliśmy powerbanków. O mikrofonach do smartphonów, dronach czy kijkach do selfie, nawet nie wspominam… A nie kijek mieliśmy … Na dnie torby, w bagażniku… Jednak i bez tych wszystkich rzeczy wyjazd się udał, zdjęcia się zrobiły, a relację można zobaczyć na naszym Instagramie 😀 Da się ? Da się! A przy tym ile czasu na plotki się znalazło 😀

Po drugie zdjęcia

Nasze zdjęcia nie są idealne, wystylizowane i wykreowane. Pokazują nasze prawdziwe i do szpiku kości realne życie. Co z tego, że nie każdy lubi je oglądać. Pokazujemy to co chcemy, a przy tym jesteśmy sobą 🙂 Na jednym ze szkoleń usłyszałam kiedyś, że czasem bloger musi kłamać… Nie ważne, że obiad przypalony, mąż obrażony, a dzieci pyskują. Zdjęcie ma pokazywać pełnię szczęścia, tęczę i latające jednorożce. U mnie to niestety nie przejdzie. To nic, że takie „wybielone” zdjęcia mają o wiele więcej kliknięć i polubień. Na moich profilach rządzi prawdziwe i niczym niepodkolorowane życie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Yakie Fayne (@yakiefayne)

Po trzecie teksty

Piszę o tym co mnie interesuje, lub o tym co bezpośrednio mnie dotyczy. Nie znajdziecie tutaj tekstów pisanych na siłę lub by zdobyć „jednorazowych” czytelników. Piszę tak aby w pełni zostać sobą, nie zatracając się po drodze w „sztucznych” tematach. Piszę tak aby moje teksty mogły pomóc innym kobietom zmagającym się z niepłodnością czy chorobami tarczycy i IO. Piszę tak, aby zainspirować was do pozytywnych zmian. Piszę tak, aby pokazać wam książki, filmy i gry, które nas zachwyciły i ostrzegam przed bublami.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Yakie Fayne (@yakiefayne)

Po czwarte My

Nie jesteśmy perfekcyjnie idealni i nie zamierzam tak nas tutaj przedstawiać. Jesteśmy tacy jak wy, mamy swoje wzloty i upadki. Ideały nie istnieją, niech żyje prawdziwe życie! A tak w ogóle to lubię być sobą, nawet jeśli oznacza to czasem, że idę pod prąd, to i tak uważam, że warto zaryzykować 🙂 Czyli jak widać jestem całkowitą odwrotnością typowego infuencera 😀

Lubię to moje małe miejsce w sieci. Swego czasu nazywałam tego bloga, moim prywatnym zaściankiem polskiej blogosfery. No bo jak inaczej nazywać miejsce w sieci, tworzone na obrzeżach miasta, a dokładniej w … lesie?

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Yakie Fayne (@yakiefayne)

No, więc według określonej i ogólnie przyjętej definicji określającej influencera, ja się do takowego grona zdecydowanie nie zaliczam… ale wiecie co? Dobrze mi z tym!