Spektrum – Martyna Raduchwska #22

Z początku muszę wylać swoje żale. Pewnie większość z Was za te słowa mnie znienawidzi… Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wszyscy pokochaliśmy Łzy Mai, więc nie może być inaczej ze Spektrum, prawda? Jednak tego dowiecie się pod koniec tego wpisu 😀

O Łzach Mai, czyli pierwszej części cyklu Czarnych Świateł, mogliście poczytać > tutaj < jeśli ktoś jeszcze po tę pierwszą część nie sięgnął, niech to koniecznie nadrobi i dopiero potem wróci do tej recenzji. Po co psuć sobie frajdę z czytania? 😀 No właśnie. Ale do rzeczy. Kto czytał ŁM ten wie w jakim momencie się zakończyły, jak wielki pozostawiły tym zakończeniem szok, i chcicę na więcej. Więc w chwili gdy tylko otrzymałam egzemplarz Spektrum, dosłownie rzuciłam wszystko inne i zaczęłam czytać, żeby w końcu się wyjaśniło co i jak.

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Spektrum jest przedstawione z punktu widzenia replikantki Mai. Może inaczej. W Łzach Mai swoją historię mógł nam opowiedzieć porucznik Jared, niestety musimy przyznać, że jego wersja wydarzeń była mocno podziurawiona, a większość osądów zamglona z powodu awersji do sztucznej technologii oraz chęci zemsty. W Spektrum pierwsze skrzypce gra Maia, dzięki czemu brakujące elementy układanki, zaczynają wskakiwać na miejsce i powstaje piękna spójna historia, dająca nam rzeczywisty wgląd w wydarzenia, w to co tak naprawdę stało się podczas ataku na Beyond Industries, oraz co najważniejsze w końcu jesteśmy w stanie zrozumieć czym kierowali się replikanci, i tym co skłoniło ich do buntu.

Dlaczego chciałam wylać swoje żale? Z jednego powodu, chciałam się jak najszybciej dowiedzieć jaka będzie kontynuacja zakończenia poprzednej części. Jednak autorka dała mi pstryczka w nos, niejako mówiąc „Spokojnie do wszystkiego dojdziemy, usiądź i DELEKTUJ się lekturą”. I wiecie co? Tak zrobiłam. Spektrum i Łzy Mai to majstersztyk wśród polskich książek. Dlaczego tak uważam ? Tak na szybko: Świetnie wykreowany świat, który pomimo masy technologicznych, laboratoryjnych wstawek wcale nas nie nudzi, nie przeraża, nie odpycha i co najważniejsze, życie w nim jest tak przedstawione, że my czytelnicy dosłownie się w niego wtapiamy. Bohaterowie? Genialni. Autorka wchodzi im (dosłownie) do głowy, przedstawiając ich lęki i słabości, pragnienia i marzenia w sposób, że stają się jakby realnymi osobami. To tylko dwa z licznych plusów przemawiających na korzyść tych dwóch pozycji. O reszcie będziecie musieli przekonać się sami 😉

Każda rewolucja prędzej czy później pożera własne dzieci, a ta ucztuje na mózgach duszonych w psychodelicznym sosie.