Łzy Mai – Martyna Raduchowska #21

Szczerze mówiąc nigdy nie przypuszczałam, że w swoim książkowym życiu sięgnę po cybrpunkowy kryminał. W ogóle na samo wspomnienie o cyberpunku, moją pierwszą myślą było to, że to gatunek kompletnie nie dla mnie… I co się okazało? Zapraszam dalej…

Idąc za myślą, że człowiek musi być jak papier toaletowy – Musi Się Rozwijać, postanowiłam zacząć sięgać po gatunki, które tak naprawdę do tej pory omijałam szerokim łukiem. Najczęściej bez większego powodu, sądząc, że najzwyczajniej w świecie nie będą mnie interesowały. I co?! Nawet nie chcę myśleć ile dobrego mnie ominęło! Już kiedyś popełniłam podobny błąd, kompletnie ignorując książki polskich autorów. A, że człowiek uczy się na błędach, tak wtedy jak i dzisiaj, jestem bardzo zadowolona z faktu, że przemogłam swoje obawy i sięgnęłam po coś innego niż zazwyczaj.

W New Horizon androidy nie śnią o elektrycznych owcach. One marzą o reinforsynie.

W latach 30. XXI wieku technologia jest wszechobecna. Sztuczne organy, implanty, domózgowe wszczepy – ludzkie ciało i umysł można upgrade’ować wedle uznania. Jeżeli oczywiście kogoś na to stać. Biednym pozostaje jedynie reinforsyna. Dla ludzi to geniusz w pigułce. Dla androidów zaś – szansa na odczuwanie emocji. Nie wszyscy są entuzjastami technologii. Na pewno nie Jared Quinn, porucznik wydziału zabójstw. Na pewno nie po Buncie, w trakcie którego zdradziła go jego własna replikantka, Maya. Gdy wraca do pracy w policji, ma zasadę: żadnych cyborgów, żadnych androidów. Nie w jego zespole. Tymczasem po New Horizon grasuje zabójca nieuchwytny dla policyjnych systemów. Dla Quinna to jak wygrana na loterii – powrót do tradycyjnych metod śledczych. Ofiarą jest młoda kobieta. Widział ją już.
W swoich koszmarach.

Czyżby to on był mordercą?

Fabuła wciąga jak słoik słodkiej Nutelli, choć wspomniany wcześniej cyberpunk obfituje w wiele technicznych nazw i informacji, tak naprawdę nie przeszkadzają one w odbiorze tej książki. Sama jestem w szoku jak przyjemnie mi się ją czytało 😀  Achhhh do tego ten wątek kryminalny, obfitujący w całą masę zwrotów akcji, które pędzą na łeb,na szyję… No cudo po prostu. Poza bohaterami, którzy są do głębi realistyczni, niezwykle spodobał mi się fakt, że technika potrafi zawieźć w najmniej oczekiwanych przez nas momentach. A co się dzieje właśnie w książkach tego typu? Ludzie zbyt bardzo zaczynają polegać na technologii, jeszcze bardziej modyfikują swoje ciała za pomocą wszczepów czy dziwnych substancji, zapominając i często przestając ufać swoim naturalnym (czy też wyuczonym) umiejętnościom. Niestety (dla nich) potem zdarza się coś co całkowicie ich zaskakuje. I właśnie z czymś takim muszą zmierzyć się śledczy w New Horizon. Nie dość, że ktoś zaczyna zabijać, to jego sposób działania jest dosłownie nie do wykrycia. Dlaczego? A na dlatego, że wszystkie wszczepy, technologia, systemy, czy roboty w pobliżu miejsc zbrodni, najzwyczajniej w świecie, przestają działać. Dla wielu policjantów, jest to coś niewyobrażalnego, bowiem nie znają ani nigdy nie uczestniczyli w śledztwie prowadzonym „po staremu”. Czy uda im się znaleźć i złapać mordercę? Ile ofiar uda mu się uśmiercić, zanim zostanie schwytany? I dlaczego nawet te tradycyjne metody nie przynoszą oczekiwanych rezultatów? Czyżby mordercą był jeden z policjantów? Właśnie z takimi wątpliwościami mierzy się porucznik Jared Quinn. Jest najlepszym przykładem tego, że chcąc czasem coś ulepszyć, sprawy mogą nie do końca pójść po naszej myśli.

Ale co ja Wam będę opowiadała! Koniecznie musicie sięgnąć po tę książkę, bo naprawdę warto 🙂

Uważam, że potrzebujemy Więcej takich książek, nie mówię tutaj oczywiście tylko i wyłącznie o tym gatunku, ale chodzi o książki, które wciągają pomimo tego, że nie do końca wczuwamy się w ich klimat. O książki do których chce się wracać i wraca się, jak nie myślami, to po to by po raz kolejny je przeczytać. I taka właśnie jest ta książka 🙂