Trupia Farma – Bill Bass, Jon Jefferson #13

Nie mogę oddać ludziom ich ukochanych. Nie mogę przywrócić im szczęścia i niewinności, sprawić, by ich życie było takie jak kiedyś. Ale mogę dać im prawdę. Wtedy odzyskają wolność, a gdy skończą już opłakiwać zmarłych, będą mogli zacząć życie na nowo. Taka prawda to najskromniejszy i najświętszy dar, jaki może dać naukowiec.

Trupia Farma, to pozycja OBOWIĄZKOWA na liście książek każdego miłośnika kryminalnych zagadek. Choć sama śmiało mogę nazwać się miłośniczką gatunku, to tak naprawdę po tę książkę sięgnęłam dopiero teraz! I to był błąd! Czytając kryminały, oglądając kryminały (seriale i filmy) praca antropologów sądowych zostaje często zepchnięta na dalszy tor, przemycona w fabule w zaledwie ułamku procenta, resztę zawsze wypełnia praca policji, jak i nie samego sprawcy i osób w jakikolwiek sposób wmieszanych w sprawę. Ale antropolodzy? Najczęściej zostają pozamykani w laboratoriach, lub odgrywają nic nieznaczące scenki podczas oględzin zwłok (tak, tak wiem, że jest jeszcze serial Kości, ale kochani… z czym do ludzi 😀 fajny był, ale nie oddawał prawdziwego klimatu tej pracy). A to właśnie ich praca w większości przypadków jest kluczowa dla sprawy, no chyba, że moje myślenie jest błędne, to mnie poprawcie 😉

Ciało się rozkłada: kości pozostają. Ciało zapomina dawne urazy; kość może się zagoić, ale zawsze pamięta: upadek z dzieciństwa, bijatykę w barze, uderzenie rękojeścią pistoletu w skroń, ostrze wbite między żebra. Kości zatrzymują takie chwile, utrwalają je i pokazują każdemu, kto ma dość wiedzy i doświadczenia, by dojrzeć to bogactwo danych, by usłyszeć cichy szept zmarłych.

Książka autorstwa samego Billa Bassa oraz Jona Jeffersona, wypełniona jest po brzegi wspomnieniami Billa. Antropolog nie opowiada tylko i wyłącznie o powstaniu i funkcjonowaniu słynnej Trupiej Farmy, ale także o swoich początkach na ścieżce antropologii, oraz różnych wydarzeniach które krok po kroku przybliżały Billa do otwarcia tego z początku kontrowersyjnego miejsca. Ukazuje również jak mała była wiedza, na temat wpływu różnych zewnętrznych czynników na rozkład ludzkiego ciała, lekarzy sądowych, zanim Bill Bass rozpoczął badania na Trupiej Farmie.

Owszem antropolodzy bez problemu mogli określić wiek ofiary, płeć, rasę, jej wzrost, wagę jednak wpływ przyrody, warunków atmosferycznych, a nawet miejsce ujawnienia się zwłok, mogły bardzo komplikować ustalenie czasu zgonu.

Tafonomia- nauka zajmująca się między innymi ułożeniem ludzkich szczątków oraz naturalnych elementów, takich jak: ziemia, liście i kokony owadów – to jedno z najważniejszych źródeł informacji dla antropologa sądowego badającego miejsce zbrodni. czy ciało lub szkielet otacza czarna tłusta plama, co oznacza, że rozkład nastąpił w miejscu śmierci, czy też grunt jest czysty, a roślinność zdrowa, co świadczy o tym, że ciało zostało przeniesione z innego miejsca? Czy ubranie okrywa kości, czy też leży obok?? czy w czaszce jest gniazdo os, a z klatki piersiowej wyrasta młode drzewko?? wszystkie te rzeczy – i wiele innych – stanowią istotne elementy tafonomicznej układanki: mogą w znacznym stopniu przyczynić się do ustalenia czasu i okoliczności śmierci.

Na początku lektury, bardzo napaliłam się na opisy ciał, tego jak antropolodzy krok po kroku ustalali przyczynę śmierci, oraz jej czas, nie szczędząc przy tym w podawaniu smakowitych szczegółów… Jakże się zawiodłam! Nawet chciałam rzucić TF w kąt i nie wrócić do jej lektury! Dlaczego? Właśnie dlatego, że moje wyobrażenia o tej książce były zupełnie inne, niż się okazało w rzeczywistości. Ale czy ta książka jest zła? Oczywiście, że nie!

Aby dokładniej oszacować wiek kobiety oraz jej posturę, musiałem usunąć z kości resztki tkanek. Mogłem co prawda wystawić je na zewnątrz i poczekać, aż owady i padlinożercy obgryzą je do czysta, byłby to jednak proces dość powolny, a do tego jakiś kojot lub myszołów mógł przywłaszczyć sobie którąś z kości, postanowiłem więc uciec się do innego sposobu, to jest gotować je przez kilka godzin w dużym, przykrytym garnku, a potem zdrapać miękką tkankę szczoteczką do zębów (oczywiście nie była to ta sama szczoteczka, której używałem do mycia zębów).

Ta książka jest genialna i będę się nad nią dosłownie rozpływała w samych ochach i achach 🙂 Co w niej urzeka? Styl w jakim została napisana. Pamiętacie może opowieści wujka podczas rodzinnego spotkania, nawiązujące do jego przeżyć, zabawnych sytuacji lub tych pełnych grozy? No właśnie, dokładnie tak napisana jest ta książka. Bill Bass niejako prowadzi nas przez swoje życie, doświadczenia, niejednokrotnie przytaczając zabawne anegdotki. Tę książkę aż chce się czytać, choć gdyby mogła pachnieć, z co drugiej strony dolatywałby do nas trupi odorek. I serio, nikomu by to nie przeszkadzało. Bowiem sięgając po taką lekturę trzeba mieć naprawdę dziwne zainteresowania 😀 No ale cóż 😀

Gdy przyglądałem się ciału, Arthur Bohanan, specjalista z laboratorium kryminalistycznego wydziału policji w Knoxville, zwrócił się do mnie z prośbą:
– Bill, podaj mi rękę.
Pracowałem z nim od lat, wiedziałem więc, że bynajmniej nie szuka u mnie oparcia. Chciał, żebym usunął jedną z dłoni ofiary i podał mu ją.

Podsumowując, jeśli lubicie klimaty z rozkładającymi się zwłokami, interesują was początki działalności Trupiej Farmy, oraz nie krępujecie się macać po głowach męskiej części rodziny, celem ustalenia czy faktycznie ich czaszki posiadają guzowatość potyliczną zewnętrzną, to naprawdę ta książka jest dla was 😉

Koniecznie dajcie mi znać, czy czytaliście tę książkę, a może macie taki zamiar?