Stefan Darda – Dom na Wyrębach #10

Jestem dosłownie ZACHWYCONA książką Stefana Dardy „Dom na Wyrębach”. Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora, i jedyne czego żałuję i nad czym ubolewam, to to, że nie zaczęłam czytać jego książek wcześniej!

Autor wykreował bardzo rzeczywisty świat, realistycznych bohaterów, oraz całą fabułę w taki sposób, że czytelnik zostaje niejako do tego świata wciągnięty. Ta książka nie straszy na każdej stronie, tutaj autor owszem straszy, ale co jakiś czas. Nakręca atmosferę, po czym daje naszemu umysłowi odpocząć od nadmiaru emocji.

To co mnie w tej książce zachwyciło, to świat lat 90. Gdzie nie królowały komputery, komórki, a człowiek mieszkający w głuszy, w chwili słabości był zdany na samego siebie. Ciężko było mi się przestawić z naszego mocno nakręconego na technologię świata, do czasów przedstawionych w Domu na Wyrębach, gdzie żeby zadzwonić do znajomego, trzeba było jechać do położonego o kilkanaście kilometrów, od miejsca zamieszkania, miasteczka. No tak, nie można było przy tym zapomnieć o ….  żetonach!

Za plecami miałem zachodzące słońce, a przed sobą.. No właśnie. Nie miałem pojęcia, co było przede mną.

Prawdę powiedziawszy po tej książce, oraz po opiniach które otrzymałam i przeczytałam na jej temat, spodziewałam się zupełnie czegoś innego! Spodziewałam się książki przez którą nie będę mogła spać po nocach, a której lektura przyprawi mnie o gęsią skórkę i trudności z czytaniem kolejnych stron. Jednak myliłam się, ale na plus! Dlaczego? Gdybym miała porównać tę książkę do książki Artura Urbanowicza Gałęziste, to muszę zaznaczyć jak wielka jest pomiędzy tymi dwoma, GENIALNYMI książkami, przepaść. Gałęziste straszy od pierwszych stron i klimat napięcia utrzymuje się aż do końca, by również na ostatnich stronach czytelnika powalić na łopatki. Dom na Wyrębach, ma świetnie zbudowane napięcie, które jest nam przez autora w sprytny sposób dawkowane. Ta książka straszy, owszem ale jak już wspominałam, mamy chwilkę na złapanie oddechu, zebranie myśli. Pięknie wystopniowane napięcie. Jeśli myślicie, że zakończenie było nieciekawe, to uwierzcie mi, takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam.

Czytając tą książkę zostajemy wciągnięci do życia naszego bohatera Marka. Faceta po rozwodzie, który zaczyna życie na nowo. Wprowadza się do starego domu, mieszczącego się w środku …. lasu (tak, sama mieszkam w środku lasu i do śmiechu czytając mi nie było :D), gdzie dach przecieka, za płotem mieszka dziwny sąsiad, a nocą do okna zagląda …. zjawa. Jak w życiu tak i w książce, wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma. Wymarzony leśny raj, dla naszego bohatera stał się horrorem, w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Marka polubiłam od pierwszych stron, choć nie przepadam za książkami w których więcej jest opisów, a o dialogach można pomarzyć, tak tę książkę pochłonęłam w zaledwie dwa dni.

Jeśli lubicie powieści grozy, to Dom na Wyrębach z całą pewnością się wam spodoba. Pokochacie tę książkę za wciągającą fabułę, bohaterów i przyjemny gawędziarski styl w jakim została napisana.

Niejeden z nas marzy o wyprowadzce do własnego domu na wsi. Niektórzy realizują swoje plany. Zrealizował je także bohater powieści „Dom na wyrębach”. Chata z bali, ogień pod kuchenną płytą, cisza za oknami. Idylla? Prawie. Nieznana siła przestawia rzeczy w zamkniętym domu. Mieszkający obok sąsiad okazuje się człowiekiem „któremu nie udowodniono”. Wokół naiwnego mieszczucha zaczyna zaciskać się pętla… Wartka, trzymająca w napięciu akcja i lekkie pióro Autora sprawiają, że książkę trudno odłożyć przed poznaniem jej zakończenia.