Deadline na szczęście – Anna Tabak #8

Po raz pierwszy miała dla siebie tyle czasu, nie rozpraszał jej dzwoniący telefon, nie słyszała piszczącego dźwięku wyskakujących powiadomień o sprawach niecierpiących zwłoki. Niczego nie pucowała, nie odkurzała, nie prasowała. Nie doszkalała się, nie zapisywała na kursy, nie czytała poradników napisanych przez wybitnych specjalistów, nie uczestniczyła w żadnych warsztatach. Po prostu… była. I było jej z tym dobrze.

Deadline na szczęście, to moje drugie spotkanie z twórczością Anny Tabak. Muszę przyznać, że widać znaczną różnicę pomiędzy tą pozycją a Bursztynowym Aniołem. Tym razem zamiast młodzieńczej/studenckiej miłości i życia, zostajemy wprowadzeni do świata młodej około 30 letniej, nastawionej na karierę, Ewy. W dodatku warsztat pisarski autorki uległ znacznej poprawie. Czy mi się podobało ? Zaraz się dowiecie.

Jak już wspominałam, naszą główną bohaterką jest Ewa. Kobieta przed 30, mocno zafiksowana na punkcie swojej pracy i pokonywania kolejnych szczebli na korporacyjnej drabinie. Do pracy przychodzi przed czasem, znikając grubo po zakończeniu jej przez pozostałych pracowników. Z mężem widuje się w przelocie, co wcale jej nie przeszkadza, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest jej to na rękę. Przyjaciele? A co to takiego? Nawet w biurze, Ewa jest postrachem współpracowników, wymagająca i surowa, nieraz zalazła im za skórę. Wszystko się zmienia gdy jeden nieszczęśliwy wypadek, sprowadza do jej „poukładanego” życia siedmiolatkę, wściekłego chomika i szalonego labradora.

Jej mąż funkcjonował w zupełnie innych godzinach, zwykle się mijali, ale nie narzekała z tego powodu. Prawdę mówiąc, nawet jej to odpowiadało. Jej życie, jego życie i jakiś tam wspólny kawałeczek życia pośrodku. Wystarczy.

Anna Tabak w „Deadline na szczęście” zmusza czytelnika do chwili zastanowienia. Nad czym? Nad priorytetami! Co w Twoim życiu jest naprawdę ważne? Czy tak jak Ewa, każdego dnia rzucasz się w wir pracy, zapominając o bliskich? Czy doceniasz to co masz, czy może spychasz to na drugi plan? Tych pytań każdy z pewnością znajdzie więcej i dla każdego będą miały inną wagę, jednak jedna rzecz jest niezmienna, nikt z nas podczas czytania tej książki, nie przejdzie jej bez chwili zadumy i zastanowienia 😀

Choć można pokusić się o stwierdzenie, że takich książek obecnie jest na księgarnianym rynku wiele, to jednak Deadline jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Sam styl autorki sprawia, że żyjemy historią bohaterów, całość czyta się lekko i przyjemnie, choć z początku postać Ewy i jej ślepota na prawdziwe życie, totalnie mnie rozwalała i drażniła, tak z biegiem czasu stała się moją ulubioną postacią (nie licząc Browara i Huberta :D). Sama fabuła kręcąca się wokoło pracy w korporacji, deadlinów wydaje się być bardzo „na czasie”. W treści znajdziecie wiele korporacyjnych zwrotów, które jeszcze bardziej urealistycznią odbiór książki. Cóż tutaj więcej pisać, koniecznie dajcie się porwać temu korporacyjnemu światu, z pewnością nie pożałujecie 🙂