Tkanki – Dominika van Eijkelenborg #6

Uwielbiam kryminały i thrillery, dobrym horrorem również nie pogardzę. Dlatego na moim blogu jak i w relacjach tych gatunków znajdziecie najwięcej. Dzisiaj mam dla was istną perełkę, w dodatku jeszcze gorącą, ponieważ jej premiera zbliża się wielkimi krokami, bo już 16 lutego !

Usiądź wygodnie, zatrzymaj się na chwilę i oczami wyobraźni spójrz na rodzinę, o której chciałabym Ci dzisiaj opowiedzieć.

Chantal Simons, to pewnie stąpająca po ziemi kobieta, która już w czasach szkolnych trzeźwo myślała o przyszłości. W czasach, gdy jej koleżanki co rusz wymyślały nowe kariery, ona postawiła na jedną, taką, która miała zapewnić jej stabilne utrzymanie i życie na poziomie. Choć koleżanki z obrzydzeniem krzywiły się na jej wybór, jej to w zupełności nie przeszkadzało, i właśnie tak Chantal Simons została dentystką. Swojego męża Carla poznała w pracy, nie była to miłość pełna fajerwerków, jednak oboje czuli się szczęśliwi i spełnieni. Po paru latach, na świat została sprowadzona Evi. Chantal od początku ciąży, nie czuła szczególnej więzi z dzieckiem, jednak w chwili porodu ta mała istotka stała się dla niej całym światem. – Dlaczego w swoim opowiadaniu skupiam się w szczególności na matce? Zdradzę Wam pod koniec recenzji.

 

Lata mijały, Evi z niemowlaka wyrosła na śliczną i grzeczniutką dziewczynkę, jednak szczęśliwe dzieciństwo nie było jej pisane. Serce Evi było poważnie chore, a do pełnego wyzdrowienia potrzebny był przeszczep. Gdy choroba zaczęła wkradać się w życie tej rodziny, równocześnie rozpoczęła się walka o zdrowie Evi. Zrozpaczona i bezsilna Chantal każdego dnia obserwuje, jak jej córka słabnie, traci apetyt, i niknie w oczach. Lekarze decydują, że jedynym ratunkiem dla Evi, będzie przeszczep serca.

W swej bezsilności i rozpaczy, Chantal zaczyna zastanawiać się, do czego byłaby zdolna, aby chronić swoją córkę? Czy byłaby w stanie zabić, aby ją uratować?

Zaraz po nowym roku, Chantal odbiera telefon. Znaleziono serce idealnie pasujące dla Evi. Jak już się domyślacie, radość nie trwa długo. Szczęśliwa matka zaczyna dostrzegać drobne zmiany w zachowaniu swojej córki, które z dnia na dzień stają się coraz bardziej widoczne. Wkrótce po dawnej Evi nie ma już śladu. Dziewczynę nawiedzają tajemnicze sny, przebłyski wspomnień i tajemniczy Sandler, chłopak o niezbyt dobrej reputacji. Przeszczepione serce całkowicie przejmuje kontrolę nad dziewczyną. A jak dotąd silna więź łącząca ją z matką, zaczyna się stopniowo rozluźniać, by w końcu zniknąć na dobre. Chantal po raz kolejny musi zmierzyć się z obawą przed utratą córki.

Czy ktokolwiek uwierzy kobiecie, że z jej córką dzieje się coś niedobrego? Chantal nie zamierza się poddać, rozpoczyna się kolejna walka o Evi, tylko czy da się wygrać z …. sercem?

 

Tkanki to bardzo wciągająca książka. Czytając, poznajemy punkty widzenia różnych osób, Chantal, Evi, Sandera, Finna oraz policjantki Marieke. Nie znajdziecie tutaj zatrważającej ilości dialogów, co w sumie podczas czytania w ogóle nie przeszkadza. Akcja i wydarzenia, których jesteśmy świadkami, tak mocno na nas wpływają, że nie mamy czasu zastanowić się nad ich brakiem.

A teraz odpowiadam: Dlaczego skupiłam się na Chantal? Bo sama jestem mamą, dlatego jej emocje, oraz to przez co przechodziła, trafiało do mnie o wiele mocniej, niż w przypadku pozostałych bohaterów. W dodatku potrafiłam sobie idealnie wyobrazić ogromną miłość, która możliwa jest jedynie pomiędzy matką a jej dzieckiem. Nie dziwiła mnie również ta determinacja, z którą Chantal walczyła o swoje dziecko, choć ta walka z góry wydawała się przegrana. No bo hellooo, jak wygrać z wrogiem, którego nie widać ? Czytając, wręcz czułam ogarniającą i przytłaczającą ją bezsilność. Nie mogłam przestać zastanawiać się, jak ja bym się zachowała na jej miejscu ?

Historia, która przedstawiona jest w tej książce, jest jedyna w swoim rodzaju. Przeczytałam wiele książek i w żadnej z nich nie spotkałam się z tematem transplantacji i wspomnień zachowanych w tkankach. Książka nie tylko chwilami trzyma w napięciu (niezbyt mocnym, ale jednak), gra na naszych uczuciach, ale także sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, co my zrobilibyśmy w sytuacji, w której znalazła się rodzina Chantal.

Jeśli lubicie thrillery, w których krew nie leje się strumieniami, nie ma brutalnych morderców, psychopatów, czy czego tam jeszcze, a jednak lektura rozbudza wyobraźnię i trzyma w napięciu, to Tkanki z pewnością przypadną wam do gustu.

Ciekawostka: Czy wiecie, że autorka Tkanek, jest polką? Dominika van Eijkelenborg pochodzi z Suwalszczyzny. Obecnie mieszka w Holandii wraz ze swoim mężem i dwoma córkami 🙂

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Kobiece <3