Ambasadorowa – Edyta Włoszek #5

Nie mogę liczyć na uznanie i podziw innych, jeśli nie mam go sama dla siebie. Kierunek jest jeden: z wewnątrz na zewnątrz. To ja muszę unieść głowę do góry, aby inni zobaczyli, że mam ją dumnie podniesioną.

Ta książka chodziła za mną bardzo długo. Po raz pierwszy zobaczyłam ją na stoisku wydawnictwa, podczas Katowickich Targów Książki. Jednak wtedy jeszcze nie trafiła do moich rąk na zawsze, przed wyjazdem na targi, postanowiłam, że nie kupię książek dla siebie, ale razem z Młodą powybieramy nowe pozycje do jej biblioteczki. Choć łatwo nie było, wytrwałam w tym postanowieniu.

Ewa młoda, wykształcona kobieta pod wpływem swojej matki, decyduje się na wyjście za mąż, w dodatku za mężczyznę, którego tak naprawdę nie kocha. Jak wielki popełnia błąd, uświadamia sobie w chwili, gdy jest już za późno. Jeszcze w dniu ich ślubu, jej mąż pokazuje swą prawdziwą twarz, a za jego okrutne zachowanie kobieta obwinia siebie… Niestety, humory „Pana i Władcy” są coraz częstsze, w dodatku problemy jakby się do Ewy przyczepiły na stałe, co jeszcze bardziej potęguje złośliwość jej męża. W chwili gdy ON awansuje na Ambasadora Łotwy, ONA musi porzucić pracę, która dawała jej wiele satysfakcji, stając się całkowicie zależna od NIEGO. Wyprowadzają się do Rzymu. Choć Ewa liczy na nowy świeży start, jej mąż ma zupełnie inne plany… Zamyka kobietę w czterech ścianach ich nowego domu, odcinając ją tym samym od ludzi, oraz ogranicza jej do zera środki finansowe…

Jak już po opisie możecie zauważyć, Ewa była idealnym materiałem na żonę dla tak okrutnego i egoistycznego faceta, jakim był jej „mąż”. Od najmłodszych lat była dosłownie uzależniona od woli matki, która dodatkowo przy każdej możliwości zabijała w dziewczynie poczucie własnej wartości. W chwili, gdy w ich życiu pojawił się KONSUL, matka Ewy dosłownie oszalała na jego punkcie. Z pewnością wyobrażała sobie córkę na drogich przyjęciach, żyjącą w luksusach. Jednak nie chodziło jej o dobre życie dla Ewy, a o możliwość chwalenia się nią oraz zięciem Ambasadorem, przed znajomymi. Właśnie w tym miejscu, wszystko się zaczyna. Dosłownie, Ewa wypada z jednych, matczynych macek, w drugie, te należące do jej męża.

Książka przybiera formę pamiętnika, główną narratorką jest tutaj Ewa. Opowiada czytelnikowi, jak wyglądało jej życie w rodzinnym domu, jakie relacje łączyły ją z jej rodzicami, jak poznała Konsula, co sprawiło, że została jego żoną, oraz jak jej życie się po tym zmieniło.

„Takiego bajzlu nigdy nie zobaczyłabyś u mnie, bo ja na szmacie jeździłam trzy razy dziennie! Byłam kiedyś niesamowitą pedantką.
Nauczyłam się tego w rodzinnym domu, gdzie do tej pory parkiet nie jest lakierowany, tylko pastowany i nie wolno chodzić po nim boso, bo zostają wilgotne plamy.
Kiedyś wydawało mi się, że tak być powinno. Ale po wszystkim postanowiłam to zmienić. Bo dom jest po to, żeby w nim żyć.
I będzie bałagan, i nie będę jeździła na szmacie, i nie będę męczyła moich dzieci, żeby nie dotykały ścian, bo zostaną ślady! I wszyscy chodzimy boso…”

W Ambasadorowej nie znajdziecie opisów przemocy fizycznej. Ponieważ tutaj jej nie znajdziecie. Ta książka ukazuje jak okrutna i podstępna jest za to przemoc psychiczna. Dla postronnego obserwatora, niewidoczna, dla ofiary …. staje się prawdziwym narzędziem tortur. Wielokrotnie powtarzam przy recenzjach podobnych książek, że ślady na ciele można zobaczyć, ale tych na sercu, duszy i umyśle nie. W dodatku ta książka obala pewien ważny mit. Mit mówiący, że przemoc w rodzinie dotyka jedynie rodziny biedne. Jak się jednak okazuje można spotkać się z nią nawet „na salonach”.

Co jeszcze uderza w Ambasadorowej? Brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony najbliższej Ewie osoby… jej matki. Choć kobieta niejednokrotnie informuje ją o sytuacji, jaka ma miejsce w jej domu, ta zrzuca całą odpowiedzialność na Ewę …

Fabuła Ambasadorowej oparta jest na autentycznych wydarzeniach, a jej bohaterką jest prawdziwa kobieta. Książka powstała, aby z jednej strony stawić czoła demonom przeszłości z drugiej żeby udowodnić kobietom, że nieważne, w jakim związku przebywają, nie są zależne od mężczyzn. Są silne. Mogą wszystko. Potrafią same o siebie zadbać. Same o sobie decydować.

Czytając tę książkę, serce dosłownie mi pękało. Sytuacje w niej przedstawione realnie ukazywały się w mojej wyobraźni, a świadomość, że to wydarzyło się naprawdę, nie ułatwiała lektury. Ciężko jest się pogodzić z tak wielką niesprawiedliwością, która dotyka drugiego człowieka. Jednak ta książka jest dowodem na to, że jeśli się tylko chce, można odmienić swój los. Wystarczy odnaleźć w sobie siłę, a my kobiety mamy jej pełno, tylko czasami jej odkrycie zajmuje nam zbyt wiele czasu.