Farma – Tom Rob Smith #3

Pisząc o „Farmie” mam niesłychanie mieszane uczucia. Z jednej strony spodziewałam się genialnego thrillera psychologicznego. Książki, która od pierwszych stron będzie trzymała w napięciu, nie pozwalając galopującym myślom choćby na chwilkę odpoczynku. Z drugiej, otrzymałam coś …. STOP!

O tym porozmawiamy za chwilę…

W wielkim skrócie. Chris i Tilde to starsze małżeństwo, które postanowiło przenieść się na stare lata do Szwecji. Kraju, z którego pochodzi Tilde. Kupują tam farmę, na której mają nadzieję żyć w szczęściu i dostatku, podnajmując kwatery turystom. Niestety nic co piękne nie trwa wiecznie, a raczej tutaj od początku nic nie jest i nie wygląda w połowie tak uroczo, jak powinno. Ich syn Daniel pewnego dnia odbiera telefon, w którym ojciec informuje go o złym zdrowiu i pobycie Tilde w szpitalu psychiatrycznym. Gdyby tego było mało, po jakimś czasie do mężczyzny dzwoni również jego matka, informując go o tym, że niebawem przyleci do Londynu, oraz aby nic nie mówił ojcu i nie wierzył w jego słowa…

W chwili, gdy odbiera matkę z lotniska, przeraża go i boli widok tego, jak kobieta się zmieniła. Kiedyś czysta i zadbana, dziś wygląda niczym chodzący szkielet, ze zniszczoną cerą, poczochranymi włosami i zniszczonymi dłońmi. Po przyjeździe do mieszkania Daniela, kobieta rozpoczyna swoją opowieść, popieraną dowodami wyjmowanymi ze starej, zniszczonej torby.

Komu wierzyć? Ojcu, zmartwiałemu o stan zdrowia żony? Czy matce, przekonanej, że odkryła straszną zbrodnię, w której udział miał jej własny mąż? Co tak naprawdę wydarzyło się na farmie?

Fakt, że kłamstwa nie mają znaczenia, ponieważ kiedy żyjesz w społeczności, która wierzy w te kłamstwa i je powtarza, stają się one rzeczywistością – dla ciebie i innych. Nie sposób przed nimi uciec, bo nie wynikają z dowodów, ale z podłości, a podłość nie wymaga żadnych dowodów. Jedynym ratunkiem jest schronienie się we własnym wnętrzu, pośród własnych myśli i fantazji, lecz nie sposób tak długo żyć. Nie sposób odciąć się od świata. Kiedy zaczyna wdzierać się do twojego wnętrza, musisz uciec naprawdę – spakować się i wziąć nogi za pas.

Farma to kolejna książka bez dialogów. Mamy tutaj jedną długą rozmowę, prowadzoną pomiędzy synem Danielem, a jego matką Tilde. Na całe szczęście rola tego pierwszego, została skrócona do minimum. Cała postać Daniela to, jak jest on traktowany i przedstawiony w książce, niesamowicie mnie irytuje. Wszyscy dookoła starają się go nie urazić, pozwalając tym samym, aby był … ciapowaty, oderwany od rzeczywistości? Chyba to określa go najtrafniej. (dlatego nigdy nie spodziewałabym się po nim, tak odważnych kroków). Mężczyzna dosłownie został przez rodziców, wychowany jak w jajku, którego skorupka skutecznie oddzielała go od prawdziwych problemów, codziennego życia. Dlatego teraz, tak ciężko jest mu uwierzyć słowom matki, i temu, jak jego rodzice i ich sytuacja, różnią się od tego, co znał do tej pory.

Kiedy kobiety nie dbają o siebie, traktuje się je podejrzliwie, bardziej podejrzliwie niż zaniedbanych mężczyzn.

Gawędziarska narracja leje się jak woda z kranu. Nie mamy tutaj nagłych zwrotów akcji, nasze serce nie podskakuje w podnieceniu. Jednak jest tak skonstruowana i napisana, że od pierwszych stron dajemy się wciągnąć w historię pełną trolli zamieszkujących szwedzkie lasy, opisów życia na farmie, trudów, jakie są z tym związane, tajemniczych ludzi, spisku i przeszłości, która płynnie miesza się z teraźniejszością, skutecznie utrudniając nam odkrycie prawdy.

Wielokrotnie łapałam się na tym, że uwierzyłam słowom Tilde, byłam pewna, że jej własny mąż oraz sąsiedzi mieszkający nieopodal farmy, chcą zrobić z niej osobę chorą psychicznie, aby ich straszliwe czyny nie ujrzały światła dziennego… Troska okazywana przez jej męża faktycznie wydawała mi się fałszywa… Jednak to, co zrobił jej syn, było najgorsze…. A prawda, która wyszła na jaw, była bardziej szokująca, niż mogłoby się wydawać.

Wszyscy stajemy się innymi ludźmi, kiedy wpadniemy w desperację.

I tak pomimo braku dialogów, szybszej akcji, czegokolwiek co nadawałoby tej historii tempa, dałam się wciągnąć do świata i opowieści snutej przez Tilde. Ten ułamek tajemnicy, życie na farmie i dramat kobiety, której nikt nie wierzy, sprawił, że nie byłam w stanie jej odłożyć aż do chwili, gdy nie poznałam zakończenia.

  • Chyba nie są to moje literackie klimaty, ale recenzja jest bardzo interesująca.

  • To brzmi jak książka która mi się spodoba 😀