Książki i filmy

Zakończenie bez zakończenia, czyli kilka słów o „Strażaku” Joe Hill’a

17 sierpnia 2017

Są książki które kuszą pięknymi okładkami. Są też takie, które rozniecają w nas ogień ciekawości, nadziei na niezapomniane emocje i wrażenia, za sprawą świetnie dopracowanego opisu. Są też i inne książki, takie które pomimo tego, że przyciągają wzrok okładką, kuszą ulubionym gatunkiem, oraz zalotnie prezentują interesujący opis, to podczas czytania lub na samym jego finiszu, okazują się być …. totalną klapą… katastrofą inaczej. I to właśnie dziś, będzie o jednej z takich książek.

„Strażak” który wyszedł spod pióra Joe Hill’a, kusił mnie już od bardzo dawna. Obiecałam sobie, że jak tylko będę miała taką możliwość i chwilkę nadprogramowego (na czytanie) czasu, od razu po niego sięgam. Wszak 800 stron zajmie czytelnikowi nieco więcej czasu niż książka o tradycyjnej 300 stronicowej długości.

Niby wszystko na pierwszy rzut oka jest tak jak być powinno. Mamy tutaj wizję postapokaliptycznego świata, który drży na samo wspomnienie o smoczej łusce. Zarazie, wirusowi lub bakterii która zaczęła dziesiątkować ludzką populację. Ludzie dotknięci tą nieznaną dotąd chorobą, na swoim ciele noszą „piękne” ogniste znamiona. Niestety to nie wszystko. W ostatnim stadium choroby, smocza łuska wywołuje samozapłon który spala chorego na popiół.

Smocza łuska jest dla ludzi jedną wielką niewiadomą. Jest odporna na leczenie, na szczepionki, nie wiadomo nawet jak się rozprzestrzenia… Na wybuch paniki nie trzeba długo czekać… Podzieleni na dwa obozy ludzie, zaczynają ze sobą walczyć. Od tej chwili wszyscy zarażeni, wśród zdrowych nazywani „palnikami”, muszą się ukrywać. W przeciwnym razie czeka ich, niespowodowana samozapłonem, śmierć.

Harper jest młodą pielęgniarką, która zanim wybuchła panika, pracowała w szpitalu. W chwili gdy na jej ciele pojawiają się złote znamiona, kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży. Od tej chwili jej życie wywraca się do góry nogami. Jej mąż Jacob, pomimo, że jest zdrowy w każdym skaleczeniu doszukuje się ukrytych oznak choroby. Odwraca się od swojej żony, przechodzi na drugą stronę barykady i postanawia ją zabić.

To wszystko jeszcze mogłabym przełknąć. Ułożył nam się fajny schemat, nieznana choroba wybija ludzi, zdrowi starają się zatrzymać epidemię, wybijając chorych. Wybuchają zamieszki, i w tym wszystkim toczy się drugi dramat, dramat kobiety ciężarnej, odtrąconej przez najbliższych, która stara się wszelkimi sposobami dożyć do porodu.

Niestety autor wplątał w przebieg akcji wątek z obozem pełnym zarażonych, którzy potrafią ujarzmić i oswoić smoczą łuskę. Która jak się okazuje potrafi odczytywać emocje nosiciela

W dodatku jeśli cierpi się na nią wystarczająco długo, to nie tylko jesteśmy w stanie oddalić wyrok jakim jest samozapłon, ale także możemy sprawić, że smocza łuska uformuje z języków ognia przeróżne kształty, będziemy mogli rzucać ognistymi pociskami czy stawać w płomieniach bez uszczerbku dla zdrowia.

Na koniec zostawiłam sobie …. koniec. A właściwie to zakończenie książki, które rozczarowuje tak samo jak cała książka. Żeby zbyt dużo wam nie zdradzić, wspomnę jedynie, że ta książka dzieli się na trzy części.

Mamy tutaj część pierwszą i wybuch epidemii. Ludzie zaczynają świrować, jedni stają w płomieniach, inni zostają zamordowani. To jestem jeszcze w stanie przyjąć.

Druga część dotyczy obozu z zarażonymi, którzy oswoili smoczą łuskę i z biegiem czasu stają się bardziej sektą niż skupiskiem normalnych ludzi.

No i na końcu mamy podróż, ucieczkę z sekty w poszukiwaniu ratunku i lekarstwa. Gdzie nagle książka kończy tak jakby w pierwszym etapie tej podróży… i i … i… koniec….

Nie znajdziemy tutaj zakończenia które coś wyjaśnia, w którym bohaterowie dochodzą do czegoś. Wiecie o co mi chodzi, tak dobitnie i z przytupem.

Ta książka ma zakończenie zupełnie nijakie, jakby autorowi brakło na nie pomysłu, bądź dalsze pisanie mu się znudziło.

Podsumowując:

Książka Joe Hill’a jest niewypałem. Choć zapowiadała się naprawdę całkiem ogniście i fajnie, to niestety autor po prostu przekombinował z niektórymi elementami fabuły, zapominając zupełnie o zakończeniu książki. Jednak pomimo tych minusów, książka jest napisana w przyjemy, przyjazny czytelnikowi sposób, co sprawia, że czyta się ją gładko, niestety bez większych emocji.

  • Joe Hill ujął mnie „NOS4A2” dlatego chętnie sięgnęłam po „Strażaka”. Niestety, lekturę zakończyłam gdzieś w połowie… Może kiedyś do niej wrócę, z czystej sympatii.

  • Nigdy nie czytałam nic tego autora. ale może pora zacząć 😉

  • Anna Defińska

    Nie wiem czemu ale skojarzyła mi się od razu „Komórka” Kinga. I okazuje się że piszesz, że Hill jest jego synem. Tematyka całkiem inna, fabuła pewnie też poprowadzona w innym kierunku, a jednak takie było moje pierwsze skojarzenie. Mimo wszystkich niedostatków, jakie zauważyłaś chyba jednak po nią sięgnę chociażby żeby sprawdzić, czy było trochę racji w moim rozumowaniu

  • August Ciechociński

    Na pewno po nią nie sięgnę. Dzięki za ostrzeżenie.

  • Skutecznie mnie zniechęciłaś do przeczytania książki. Ale może inne tego autora okażą się godne uwagi 🙂

  • Kocham czytać książki i czasami jak czytam taką książkę jaką opisujesz to aż mi się coś dzieje. Jak można mieć możliwość napisania i wydania książki i tak to spierniczyć?? No jak? Nie czaje takich ludzi w ogóle! Dzięki za recenzje, na pewno po nią nie sięgnę. Jedna książka mniej z półki 😉

    • Dla mnie zaskakujące jest to, że Joe Hill to syn … Kinga. Podobno jego wcześniejsze książki są genialne, a tutaj…. niestety coś poszło nie tak jak powinno 🙁