Rossmann dzieli internety !

O ja niedobra ! Byłam w Rossmannie, i nawet z promocji skorzystałam ! I to dwa razy ! 

Jak co roku, sieciowa, znana wszystkim drogeria, postanowiła zrobić wielkie czyszczenie magazynów. Dając tym samym zniżki na kolorówkę (każdy wie jakie, nie ma sensu powtarzać). Więc, jak co roku, na rossmannowskich polach walki, pojawiły się w zatrważających ilościach walecznie nastawione kobiety… Po opowieściach z tychże pól walki, lepszym określeniem mogłoby się stać, „hien cmentarnych”. Ale do rzeczy.

Nie tylko we wnętrzach drogerii zawrzało, ale także w internetach. Blogerki (a jakże) podzieliły się na dwa obozy. Na te, którym udało się wywalczyć kosmetyki w dobrej cenie, oraz na te, które rossmanny omijały szerokim łukiem, nie dając się wciągnąć w przecenową wojnę. Mało tego, czytając niektóre komentarze, wręcz szczenę z podłogi musiałam zbierać….

Nie wiem czy to czysta złośliwość, hejt, czy zawiść, ale takich komentarzy to bym się za chiny nie spodziewała.

Promocje Rossmana są niestety dla grupy mało rozwiniętych, używających najgorszej klasy kosmetyków pań. Świadome konsumentki omijają takie miejsca szerokim łukiem.

 

Może dlatego nie potrafię tego wszystkiego pojąć, ponieważ najzwyczajniej w świecie, po moje zakupy weszłam, włożyłam do koszyka i wyszłam z drogerii. Nie byłam świadkiem żadnego przepychania, wyrywania kosmetyków, czy straszliwych tłumów przy szafach z kolorówką.

Owszem, niektóre kosmetyki zostały wręcz wymiecione z półek, i nijak nie można ich już było kupić, ale wszystko(na szczęście) przebiegało sprawnie i bezproblemowo. Kurczę, czy ktoś kupuje w drogerii takiej czy innej, czy ktoś wcale nie kupuje, to jego sprawa. Czytając wpisy dziewczyn, które kupiły, nie koli mnie to w serducho. Niech mają i się cieszą, ja też się cieszę z tego co sama kupiłam. Nawet nie drażni mnie to, że ktoś nie kupił i nie popiera takich zakupów.Jego sprawa, ale do jasnej ciasnej, nie krytykujmy siebie nawzajem, często w chamski i wulgarny sposób.

To jest każdego świadomy wybór kochani! Dlatego, tak w sklepach, jak i w internetach, nie pokazujcie się jako kolejne internetowe stado rozjuszonych, wszechwiedzących bab. Miejmy szacunek do siebie nawzajem. 

No a teraz nadszedł czas na moje zakupy 😀 Niech kolą po oczach, serca rozrywają. Ja się cieszę bo i tak bym kupiła, nawet bez promocji.

Na pierwszy ogień idą pudry. Rimmel i Wibo. Przy mojej mieszanej cerze, taki puder jest koniecznością, w szczególności podczas aktywnego dnia, lub latem. Choć w tym drugim przypadku, maluje się głównie na wieczór, oraz z okazji większego wyjścia. W ciągu letnich dni, wolę „łapać” słoneczko pełną gębą (oczywiście z filtrem :D).

Paletki, palety. Wibowskie palety, to raj dla mojego serducha. Te odcienie są moimi ulubionymi, wszak noszę się najczęściej w szarościach i beżach 😀 Do tego paletki do konturowania i rozjaśniacz, w pięknym złotawym wydaniu 😉

Po tatusiu i mamusi odziedziczyłam nie tylko cięty (czasami za bardzo) język, słoniową pamięć do przewinień bliźnich, ale także urocze cienie pod oczami. Więc bez dobrego korektora się nie mam szans aby wyglądać na człowieka choć troszkę wyspanego 😀

No więc jaram się moimi zakupami bardzo, dzięki wyprzedaży nie musiałam czekać (przykładowo) dwóch miesięcy na zakup wszystkich tych rzeczy, i mam je już teraz 😀

Pamiętajcie, że nie tylko w Rossmannie są fajne promocje, czasem wystarczy jedynie pobuszować w internetach, żeby kupić coś w fajnej cenie, porównywalnej do tej rossmannowej 😉

Na koniec wyżalę się jednak muszę. Bo promocje promocjami, walki walkami, ale tego to nawet ja nie zdzierżę…

Jedna Pań, które nieopodal mojej osoby, zajęta była poszukiwaniem tuszu idealnego (a wiadomo z czym to się wiąże – szczoteczką), nagle zapytała konsultanki, czy (olaboga!) może otworzyć i zobaczyć jaką ma ów tusz szczoteczkę! No myślałam, że klęknę, gdy z ust konsultantki wyskoczyło „Proszę bardzo” O.O ….

Według mnie to jest największy minus zakupów w Rossmannie… Nic tego nie pobije.

Także tym radosnym akcentem, żegnam się z wami. 

Dajcie mi koniecznie znać, jak tam wasze zakupy ? A może zrezygnowałyście z udziału w „bitwie o kolorówkę?”