Recenzje | Rodzina

Od chwili w której zostałam mamą, patrzę na świat zupełnie inaczej

13 kwietnia 2017

Jeszcze kilka lat temu, gdy nie było z nami Młodej, mój sposób patrzenia na różne rzeczy i sprawy, był zupełnie inny niż obecnie. Tak samo ma się sprawa mojej i Małża przemiany, która nie potoczyłaby się w kierunku, który doprowadził nas do stanu teraźniejszego. Jestem przekonana, że w innym życiu, bez tego 9cio letniego  urwisa, nie bylibyśmy sobą. Serio!

Nigdy nie byłam typem imprezowiczki, nawet za czasów narzeczeństwa razem z D. woleliśmy wyjechać na wycieczkę, wybrać się razem na spacer, niż spędzać czas przy drinku, w otoczeniu podchmielonych znajomych. W tym rejonie naszego życia, niewiele się zmieniło nawet po urodzeniu Młodej, więc temat, ogromnej przemiany z imprezowiczki do perfekcyjnej mamuśki, mnie nie dotyczy i jest mi całkowicie obcy.

Jednak z chwilą, gdy po raz pierwszy poczułam delikatne smyranie w brzuchu, które potem przerodziło się w uparte kopniaki w pęcherz ( Młoda mogła kopać wszędzie indziej, jednak najlepszym celem, okazał się mój pęcherz) poczułam silną miłość, do tego malutkiego pęcherzowego terrorysty 🙂 Już wtedy wiedziałam, że muszę chronić moje maleństwo, przed wszelkimi zagrożeniami. Nie ważne czy byłyby to niewygodne body, hałaśliwe ciotki czy krwiożercze harpie, zwane inaczej nauczycielkami matematyki.

Tak, do dzisiejszego dnia ta cząstka mnie, wcześniej nieznana, matki obrończyni, z każdym dniem rośnie na sile. Ktoś bardzo mądry, powiedział kiedyś, że małe dzieci to mały kłopot, duże dzieci …. Wiadomo, coraz większy. Nie to żebym umniejszała problemy mam, mniejszych dzieci. Nic podobnego. Tutaj chodzi raczej o to, że gdy dziecko jest starsze, wyrusza do przedszkola, szkoły, gdy poznaje inne dzieci, jest stawiane w różnych i często nieprzyjemnych sytuacjach, konfliktach, to dopiero wtedy serce matki wyrywa się wściekle, chcąc przed tym wszystkim pociechę ochronić.

Kiedyś, zanim zostałam mamą, wszystkie inne dzieci (nie ważne w jakim wieku) były dla mnie słodziutkimi urwisami. Teraz, z perspektywy czasu, aż chce mi się śmiać z dawnej siebie. Ze swojej olbrzymiej naiwności. Dopiero teraz, gdy sama zostałam mamą, widzę jak bardzo okrutne mogą być inne dzieci, i jak ja, jako mama mojej córeczki, bardzo ich nie lubię! Tak! Nie lubię obcych i do tego wrednych dzieci! Dlaczego?

Wyobraź sobie jaka furia szalała w moim wnętrzu, w chwili gdy musiałam wytłumaczyć Młodej, dlaczego koleżanka z którą tak dobrze się bawiła od jakiegoś czasu, z którą widywała się prawie codziennie po szkole, nagle napisała jej smsa, żeby Ania nie wyobrażała sobie, że są przyjaciółkami…

Pisałam kiedyś, że macierzyństwo to wspaniała tęcza kolorów. Od szarości po bajeczne pastele i żywe neonowe barwy. Kiedyś nie wyobrażałam sobie jaką radość może sprawić obserwowanie, jak nasze dziecko dorasta, jest coraz bardziej samodzielne, a gdy dojdzie do tego wspólna pasja, razem dzielone sekrety, razem knute intrygi…. Tak, to wszystko sprawia, że nic w swoim życiu bym nie zmieniła.

Nigdy nie przypuszczałam, że wszystko inne zejdzie na boczny tor, że to w tą małą diablicę będę tak zapatrzona (dosłownie jak sroka w … gnat? ;)). Bycie mamą to ciężka praca, niejednokrotnie doprawiona łzami, zmartwieniami i obawami, jednak zapłata za jej wykonywanie, jest najsłodszą jaką kiedykolwiek otrzymałam 🙂

Tak wspaniałe i ulotne chwile, uwieczniła dla nas Kasia Kryszak, którą znajdziecie TUTAJ. Koniecznie zostawcie u niej kciukasa w górę 🙂

Jeśli chodzi o to kiedy i dlaczego zajęłam się fotografia, odpowiedz jest banalna. Urodził się mój syn i po prostu chciałam mu robić fajne zdjęcia. Miałam już lustrzankę ale nie potrafiłam z niej korzystać w większym zakresie niż auto, chciałam czegoś więcej i tak zapisałam się na pierwszy kurs fotografii, później na warsztaty. Takie były początki, wkręciłam się i tak mi zostało 😉 W zasadzie to taka pasja która pozwoliła mi nie zwariować, kiedy porzuciłam pracę na etacie aby być z synkiem w domu. Ciągle się uczę , zbieram doświadczenie i mam nadzieję, że kiedyś ta pasja stanie się moją pracą, a największym moim marzeniem jest otwarcie własnego studio.

Kasiu, dziękujemy za cudowny dzień, który zaowocował tak wspaniałymi zdjęciami <3

  • Rewelacyjne fotki!

  • Zdjęcia są cudne!
    Co do wpisu, doskonale rozumiem co masz na myśli!
    Jeśli chodzi o nas dwoje….my tez zawsze wolelismy wspólny wypad czy spacer niż siedzenie w knajpie 🙂

  • Gosia Szczep

    Och jak ja Cię rozumie! Chciałabym ich chronić od wszystkiego co złe a to takie trudne!;)

    • i z każdym rokiem, jest to coraz trudniejsze, ponieważ problemy z którymi nasze dzieci się stykają, są coraz bardziej przykre i ciężkie.

  • Gosia Owczarek

    Prawdziwe słowa. Zdjęcia cudowne!

  • Takie rozczarowania dzieci są też bolesne dla rodziców. Już chyba nic nie poradzimy, że my – mamy tak bardzo wszystko przeżywamy. Mam nadzieję, że uda mi się jakoś uodpornić syna na takie zachowania „przyjaciół” w przyszłości. A sesja piękna i macie wspaniałą pamiątkę 🙂