Plusy i minusy pracy freelancera

Jako mała dziewczynka, marzyłam o tym, że gdy dorosnę zostanę weterynarzem. Po części wynikało to z mojej ogromnej miłości do zwierząt, a po drugie, wszystkim pokrzywdzonym starałam się pomóc. Do dzisiejszego dnia pamiętam, że znosiłam do domu, wszelkie żywe stworzenie, jakie wpadło w moje ręce, i które wyglądało na tejże pomocy potrzebujące. Nieważne czy była to (ku rozpaczy mamy i babci) dżdżownica, ślimak, gołąb czy kotek. W moich oczach każde z nich potrzebowało domu i mojej opieki.

Gdy się tak teraz zastanawiam, to jedynym zwierzakom, którym pomocy odmawiałam, były pająki. Do dzisiejszego dnia za sobą nie przepadamy.

Z biegiem lat, a raczej gdy doszło do wyboru liceum, ścisła i ciągła nauka przestała mnie interesować (choć zwierzogromadzenie nie ustawało), i moja droga powoli zaczęła zbaczać z wymarzonej drogi.

Choć po drodze do freelancingu, przepracowałam jakiś czas jako niania, sprzedawca i pomoc biurowa, ba! zajmowałam się też psami i kotami, których właściciele wyjechali na urlop (to jedynie cząstka tego, jak i gdzie pracowałam 😀 ). To jednak żadna z tych ścieżek nie spełniała moich oczekiwań, a tam gdzie nad głową miałam „szefa”, czułam się tak, jakbym się dusiła… Dosłownie! (tak między nami, to niekiedy miałam ochotę wszystkich pozagryzać ;)).

Choćbym nie wiem jak się starła, to dłuższe przebywanie między ludzi, męczy mnie niemiłosiernie! Nie dla mnie imprezy i wypady z koleżankami na zakupy. Wolę zostać w domu z Małżem i Młodą, włączyć film i w dresie wylegiwać się na kanapie. Jedynym wyjątkiem od tej reguły, są nasze wypady i podróże. W tych chwilach zniosę wiele, nawet tłumy, o ile jestem z moją rodziną 😀

Jak widać, jestem 100% przykładem introwertyka, dlatego w chwili gdy odkryłam freelancing, stałam się o wiele szczęśliwsza, bardziej spełniona i spokojniejsza niż wcześniej. O tym co to jest ten introwertyk, opowiem wam następnym razem 🙂

Jeśli zaopatrzyliście się w pyszną i gorącą kawę (lub herbatkę), zacznijmy już może, wymieniać plusy i minusy jakie płyną z pracy freelancera. Zacznijmy zatem od minusów, to one najbardziej przeszkadzają w ogarnięciu rzeczywistości 😉

Minusy –

#wieczne rozkojarzenie

Pracując w domu, musisz liczyć się z tym, że dosłownie wszystko, będzie cię doprowadzało do stanu „rozdwojenia pracującej jaźni”. Na czym to polega? Otóż, dostając zlecenie i czas na jego wykonanie, doskonale wiesz, że musisz usiąść i się nad nim skupić, skoncentrować, napisać wykonać i odesłać.

Jednak zamiast w 100% skupić się na zadaniu, twoje myśli błądzą. Ciągle masz uczucie, że czegoś nie zrobiłaś/łeś, zastanawiasz się co by tu przygotować na obiad, lub najzwyczajniej w świecie, twoje myśli latają gdzieś, hen, hen daleko, nie wiadomo gdzie.

Powód? Brak szefa 😀

#wieczne odizolowanie

Jedyny kontakt z ludźmi w ciągu dnia, to rozmowa telefoniczna z klientem, wymiana maili, bądź chwile spędzone z najbliższą rodziną. Poza tymi, jakże ulotnymi, momentami, nie ma nic. Nawet twoim lookiem miesiąca, staje się wyciągnięty dres, węzeł na głowie i kapcie. W sumie po co mi makijaż, nowa tunika, spodnie, skoro zaraz upaćkam się gotując czy sprzątając? Wszak praca freelancera, nie ma ustalonych godzin, pracujesz jak i kiedy chcesz.

I tak dochodzimy do kolejnego minusa.

#godziny pracy

Tutaj nie obowiązują żadne reguły, a brak reguł powoduje istny CHAOS 😀 A, że coś z tego chaosu nam dobrze wychodzi, to jeden skutek uboczny freelancingu, inaczej mówiąc taki jakby Plus 😀

Czasami pracę zaczynam o 5 rano, popracuję do 7 i na tym się kończy. Innym razem nie potrafię ogarnąć się od rana do wieczora, męcząc się i drepcąc z miejsca na miejsce, ponieważ wszystko rozprasza moją uwagę. A tutaj ktoś coś wrzucił na facebooka, tutaj kota trzeba pogłaskać, Młodą do szkoły wyprawić, ugotować obiad, a znowu pustka w głowie, to zaś listonosz, odrabianie lekcji, sprzątanie, pranie i prasowanie… Czy o czymś zapomniałam?

A tak, lodówka kusi i woła, no i jeszcze nowy odcinek serialu…. ale kurczę, dostałam nową książkę, trzeba przeczytać… Choć introwertyk ze mnie, to moje myśli mają czasem niezłe ADHD.

Właśnie tym sposobem dowodzimy, że nasze godziny pracy, po prostu nie istnieją…

#miejsce pracy

Faktycznie mogę pracować gdzie chcę, jednak mieszkając na obrzeżach obrzeży, gdzie do centrum (i najbliższej kawiarni) mam niecałą godzinę jazdy autobusem, skutecznie zniechęca do wynajdowania coraz nowszych punktów z działającym wifi…

Praca na wyjeździe… Serio?! Chyba nie muszę nic dodawać 😀

#kasa

Wszystko niby pięknie i ładnie, na koncie zawsze coś się dzieje. Jednak gdy przy pracy na etacie, całą kwotę otrzymujecie jednego dnia, tak w przypadku freelancera, wpływy na konto wlatują przez cały miesiąc. Pracy freelancera towarzyszy ciągły stres, o to by te fajne i dobrze płatne zlecenia dorwać, aby klient nie wydziwiał przy odbiorze, o to żeby wszyscy zapłacili tak jak się zobowiązali, o to żeby nie było przestojów, żeby nic się nie przeciągało…

#kilka etatów

Z jednej strony, mamy zlecenia, pozyskiwanie tych zleceń i ich realizację. To można zaliczyć jako jeden etat. Pracując w domu, zajmujemy się również sprzątaniem, gotowaniem, praniem i prasowaniem, oraz wieloma innymi rzeczami, to etat nr 2. Dzieciate osoby, potwierdzą, że opieka nad dzieckiem, w szczególności nad tym małym, to tak jakby kolejny etat. Już nawet nie liczę wszelkich spraw księgowych,prawniczych czy urzędowych, do których niestety trzeba się przyzwyczaić.

# 90% czasu to praca

Musisz być ciągle pod telefonem. Klienci dzwonią o różnych godzinach. Czasem gdy są już w domu po wyjściu z biura, czasem gdy dopiero do niego wchodzą. Czasem jest właśnie tak, że podczas dnia wolnego, musisz wyjaśnić klientowi niezrozumiałe dla niego działania marketingowe, zająć się nowym klientem, lub przypomnieniem o zaległych płatnościach (i to jest największy minus).

#nie masz chorobowego

Freelnacing i katar, nie idą ze sobą w parze. A może raczej idą? Nieważne. Chodzi o to, że nawet z gilem po pas, zlecenie musi być wykonane. Bo inaczej jeśli planuję wyjazd, i nadgonię zaległe zlecenia wcześniej, lub przełożę mniej wymagające na „po powrocie”, to jednak choróbsko dopada nas w najmniej oczekiwanych momentach, prawda?

No właśnie…

Pluuusssyyyy +

No dobra, wspomniałam, że freelancing, to nie tylko minusy, ale również plusy. I kurczę, skłamałabym, gdybym powiedziała, że te wszystkie punkty się ze sobą nie łączą. Nie każdy może zostać śpiewakiem operowym, nie każdy może być fryzjerem (no chyba, że jego klienci mają ryzyko we krwi), nie każdy może być malarzem i nie każdy może być freelancerem. 

Kocham to co robię i niestety bądź sety, nie nadaję się do niczego innego. Najwydajniej pracuję pod presją czasu, gdy jestem sama, gdy mogę pracować kiedy i jak chcę. Gdy nikt mi nieczeko nie karze i nie dyktuje warunków, gdy pracę mogę zabrać nawet na koniec świata, i gdy mogę realizować się w wielu różnych projektach naraz.

#jestem w domu

Odkąd rzuciłam pracę na etacie, jestem cały czas w domu. Wyprawiam Młodą do szkoły, na czas gotuję obiad. Nie wracam wykończona po całym dniu w pracy, nie jest również sfrustrowana jak kiedyś, gdy miałam zły dzień, lub musiałam znosić humory innych.

#jestem wolna

Gdy mamy w planach jakiś wyjazd, wakacje, wycieczkę, nie muszę prosić się o kilka dni urlopu. Nie stresuje mnie to, że jak kiedyś, Młoda na wakacje pojedzie sama z tatą i babcią, bo ja nie dostałam w tym terminie urlopu (wtedy wcale go nie dostałam).

Na spokojnie mogę tak po planować realizację zleceń, że śmiało mogę jechać wypocząć. Z rodziną i dla rodziny 🙂

#brak współpracowników

No chyba, że jest to klient. Ale to już jest wpisane w ryzyko zawodowe. Jednak na co dzień, nie muszę przejmować się szefem, czy współpracownikami. Święty spokoju trwaj!

#wybieram co chcę robić, sama

Sama decyduję o tym, jakich zleceń się podejmuję, a które omijam szerokim łukiem. Nic niczego z góry narzucić mi nie może. Dlatego nie jestem zestresowana i robię to co lubię 🙂

praca freelancera, freelancer,

Każda praca jest tak samo ważna i wartościowa. Każda ma plusy i minusy. Dzisiejszy wpis, ma jedynie na celu pokazanie, że wszędzie, nawet pracując w domu, można czuć się zmęczonym i czasami zestresowanym. Kocham moją pracę, kocham możliwości jakie mi daje i drzwi do nowych doświadczeń, jakie przede mną otwiera.

Kocham to, że gdy mam gorszy dzień, gdy jestem chora, gdy coś mnie boli, to w przeciwieństwie do pracy na etacie, mogę zostać w domu, i wykonać wyznaczone zadania, wprost z łóżka. Uwielbiam poczucie wolności, gdy mogę pracować podczas wyjazdu, choć jest to plus i minus jednocześnie. Kocham to bo mogę sama o sobie decydować.

Tak to wszystko wygląda moim zdaniem 🙂 Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca 😀 Koniecznie dajcie mi znać, co sądzicie o pracy freelancera:)

Czy są wśród nas freelancerzy? 

Co sądzicie o pracy w domu?