Kobieta

Różowe okulary Marty – wpis gościnny <3

15 listopada 2016

Cześć!

Nazywam się Marta i całkiem zwyczajna ze mnie dziewczyna. Jestem niepoprawną marzycielką, materiałowym inżynierem, wyrozumiałą żoną i szczęśliwą mamą. Poza tym – znaków szczególnych brak. Nie mam talentu wokalnego, nie lubię gotować, ani nie przebiegłam żadnego maratonu. Często mam resztki pasty do zębów na brodzie, dziurę w swetrze czy też skapnie mi odrobina tuszu do rzęs na policzek (o ile w ogóle się pomaluję). Nie znam się na modzie, ubrania kupuję w lumpeksach, a ostatecznie wyglądam zawsze jak hipster. Wiele osób widziało we mnie szarą myszkę, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Od zawsze czułam się oderwana od rzeczywistości i otaczających mnie ludzie. Dopiero macierzyństwo otworzyło mi oczy, a zbliżającą się trzydziestka na karku (zostały jeszcze 2 lata, ale presja już jest… :P), zmusiła mnie do stawiania pytań i snucia podsumowań. Bo choć nie wyróżniam się niczym szczególnym, należę do grona osób zachłyśniętych, zauroczonych i zakochanych w życiu! Cieszę się każdą chwilą, nie martwię się na zapas, marzę i kocham, szukam rozwiązań, a nie problemów. Brzmi banalnie? Wiem, że nie jestem jedyna, ani wyjątkowa w moim podejściu do życia, ale martwi mnie właśnie to, że jest nas tak mało…

Przeraża mnie dzisiejszy świat, pełen podziałów, nienawiści, konsumpcjonizmu – w którym nie liczy się człowiek, a pieniądz. Boję się o przyszłość mojego syna, bo na świecie padają podstawowe zasady demokracji, a wygrywa zakłamany populizm. Nie wiemy jak będzie wyglądała Europa za 10 lat. Otacza nas technologia, która jednocześnie oddala nas od drugiego człowieka. Po obejrzeniu wieczornych wiadomości, człowiek czasem boi się wyjść z domu. Denerwuje mnie totalny i powszechny brak empatii u bliźniego. I mam wrażenie, że właśnie zbyt często myślimy w tym depresyjnym stylu, snując makabryczne i czarne wizje świata… Szczerze wierzę, że gdyby zapanował w nas większy optymizm – świat byłby zupełnie innym miejscem!

Jeszcze nie tak dawno byłam pełna melancholii i smutku, martwiło mnie wiele rzeczy. Od kiedy założyłam swoje prywatne, duchowe różowe okulary, zmieniło się moje życie, ale również moich bliskich. Dziś, będąc mamą i żoną, tryskam energią i szczęściem, a w naszym domu codziennie rozbrzmiewa śmiech. I tylko czasem, wspominając dawną siebie, zastanawiam się czy to jedna, i ta sama osoba… Jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą, bo żyję w zgodzie ze sobą. Odkrycie tej prostej prawdy daje mi siłę każdego dnia. Dotychczasowe doświadczenie życiowe podpowiada mi, że świata nie zmienię, ale w grupie siła. Poczynając zmiany od siebie to już pierwszy krok. Gdyby tak każdy z nas, zamiast narzekać na jesienną aurę czy też spóźniony autobus, po prostu się uśmiechnął i cieszył dniem – świat stałby się jeszcze piękniejszym i szczęśliwszym miejscem!

Wybaczcie ten mój idealistyczny ton… Moje dni upływają przede wszystkim na macierzyńskich obowiązkach. Mieszkamy w domu z widokiem na las i jestem zupełnie oderwana od pędzącej rzeczywistości wielu z nas. Ale mnie również dotykają różne kłopoty i problemy. A nawet jeśli ich chwilowo nie mam, to szara rzeczywistość dotyka mnie codziennie. Ba! Czasem się zdenerwuję (a może i częściej), nie mam humoru lub nic mi się nie chce. Nie jestem przecież idealna. Nikt nigdy taki nie będzie. Za to wiem jedno – znalazłam swój własny przepis na szczęście. I życzę Wam z całego serca, abyście odkryli osobisty sposób na znalezienie swoich różowych okularów.

Marta

Właścicielka bloga Marheri Crafts, pełnego opowieści z brzoskwiniowego domu: o codzienności mieszkańców i odkrywaniu uroków macierzyństwa. Ale to również  garść pomysłów i inspiracji na proste oraz praktyczne urządzanie wnętrz oraz wiedza o domowym majsterkowaniu.

  • Agnieszka Maciejewska

    Fajny wpis. Taki lekki, Też lubię marzyć,ale jeszcze bardziej lubię spelniać swoje marzenia.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

  • Taki styl marzycielstwa jaki przedstawiasz wcale nie jest bezsensowny. Cały świat ma jakieś marzenia, ale nie wszyscy patrzą nie nie realnie. Po prostu czasem warto przeliczyć, które z nich są w naszym zasięgu. Bo nie warto się przejmować rzeczami na które nie mamy wpływu, a to co naprawdę wartościowe zawsze przeyniesie nam radość 🙂

  • Myślę, że to nie tylko kwestia znalezienia przepisy, co również wychowanie, mentalność i rodzaj osobowości 🙂 Acz zgodzę się z autorką, że wiele ludzi nie dostrzega tego, co od życia otrzymało. NIe docenia. Nie potrafi się tym cieszyć, a już z pewnością nie potrafi dostrzec magii w szarej codzienności.

  • Dla mnie cieszenie się z tego, co jest dobre, zamiast narzekanie na to, co złe, to podstawa 🙂

  • Sylwia Antkowicz

    Również czasem czuję się jak oderwana od rzeczywistości. Z dzieckiem na macierzyńskim i z widokiem na las – identycznie jak u Ciebie.

  • Anna Prokopowicz

    Czasem te najprostsze metody bywają najskuteczniejsze. Podstawa to odnaleźć siebie i nie robić nic wbrew sobie, to pierwszy krok do szczęścia