Drogi rodzicu, gdzie z tym gilem ?!

Miałam nadzieję, że w tym roku uda nam się od tego uciec, że ten rok okaże się łaskawy i wyjątkowy. W sumie, jakby na to nie patrzeć, trzymaliśmy się całkiem dzielnie. Nie liczę już nawet jesiennie cieknących nosków, czy jesiennego rodzicielskiego przeziębienia. Ważne, że Młoda trzymała się całkiem zdrowo !

Taaa, dziś mogę z całą stanowczością, używać do woli, tego jakże cudownego (w wielu przypadkach, lecz nie w tym) czasu przeszłego. Bo niestety dziś, Młoda przyszła ze szkoły z katarem po pas, rozpalona i rozbita jak szklanka po bliskim spotkaniu z podłogą. My z Panem Małżem już od kilku dni czujemy się jak śnięta ryba, ale w swej ogromnej naiwności, mieliśmy cichą nadzieję, że i Fasolę (nowa ksywka Młodej, czemu Fasola, dowiecie się na fanpage’u już jutro rano) to ominie.

Jednak nie o tym chciałam dzisiaj pisać.

Pamiętacie jak chwaliłam się jakiś czas temu na fanpage’u, że byliśmy na basenie? Tego, że było super, pisać nie muszę, jest to oczywista oczywistość (w moim towarzystwie inaczej być nie może :D).

Fasola szczęśliwa, nareszcie się wyszaleje na zjeżdżalni, ja też bo schaby rozruszam, co do nastroju Pana Męża pewna nie jestem. Zadowolony to był, nie ma wątpliwości, jednak z pewnością wewnętrzne rozdarcie pomiędzy pływaniem a zjeżdżaniem, no i biczami wodnymi, wybiło go z rytmu 😀

No ale do rzeczy. Jak co roku, tak i teraz, wiele się czyta i równie dużo się pisze na temat nieposyłania przeziębionych dzieciaków do przedszkoli i szkół. Jak co roku wierzę i mam nadzieję, że coraz więcej rodziców będzie się do tego stosowało, nie tylko dla dobra swoich dzieci ale i tych obcych, kolegów z klasy czy choćby tych napotkanych na basenie.

Doskonaląc z Fasolką, pływackie umiejętności, natknęłyśmy się na grupę dzieci z lekcji pływania. Pod czujnym okiem trenera, dzieciaczki sunęły to w jedną to w drugą stronę, co rusz zmieniając technikę. Widok świetny, wręcz poczułam ukłucie zazdrości, ponieważ ja sama aż tak pewnie w wodzie się nie czuję.

Jednak nie to zwróciło moją uwagę. Wraz z grupą, a raczej w jej  tyle, pływał mały, na oko 6cio letnie chłopczyk. Widać było, że nie nadąża za pozostałymi dziećmi. Pomyślałam, że czasem każdy ma gorszy dzień lub mały dopiero opanował pływanie.  Jak ja się myliłam!

Na tego chłopca natknęłam się po wyjściu z basenu, gdzie razem z innymi dziećmi szykował się do przemarszu do szatni.

Chłopczyk miał gile w pięknym odcieniu zieleni i żółci, błyszczące oczy i rumiane policzki, jakby go kto burakiem wysmarował.

Zamarłam, dosłownie. Jak szłam, tak stanęłam a moja szczęka walnęła o basenowe kafelki.

Do dnia dzisiejszego nie potrafię sobie uzmysłowić, jak nieodpowiedzialnie zachowali się rodzice tego chłopca. Nie tylko narazili go na pogorszenie stanu zdrowia, to jeszcze wszystkie dzieci, które z nim przebywały.

Jutro Fasola nie idzie do szkoły, prawdopodobnie ten stan rzeczy utrzyma się przez najbliższy tydzień.

Dlatego RODZICU, jeśli twoje dziecko ma gila po kolana, widać, że coś je bierze, ZLITUJ SIĘ nad nim. Skoro ty padasz na pysk przy podwyższonej temperaturze, katarze to zastanów się jak czuje się twoje dziecko!

Pewnie zadasz pytanie, ale z kim masz zostawić pociechę, skoro pracujesz ?

Odpowiedź jest prosta, jak nie powiem co.

Zrobić dziecko każdy potrafi. Więc bez marudzenia i zbędnych wymówek, trzeba przyjąć na klatę wszelkie przeciwności losu, katarki i wirusy, jelitówki i inne paskudztwa. Ogarnąć się i  poprosić o pomoc znajomych, dziadków, wziąć L4, wolne czy cokolwiek innego aby TWOJE dziecko mogło w domu, spokojnie wyzdrowieć, nabrać sił otoczone opieką, a nie tysiącem obowiązków szkolnych czy pozaszkolnych.

No, to tyle.

Wygadałam się.

pozdrawiam

P.