5 kroków do szczęśliwego związku

Dziś z całą stanowczością mogę stwierdzić, że jestem szczęśliwą mężatką, ale kiedyś, na początku naszego małżeństwa, wcale lekko nie było. Jak dziś pamiętam, nasze pierwsze spiny, rozczarowania codziennością czy nawet te najdrobniejsze sprzeczki, o nic, tak naprawdę. Nie od dziś wiadomo, że małżeństwo, to związek dwójki nieidealnych ludzi. Zupełnie różnych, niedoskonałych, mających własne zdanie, odmienne często pasje i marzenia.

#Wada goni wadę, powodując zwadę

Do niektórych wad partnera, czy jego odmiennych poglądów, musimy się przyzwyczaić, to jest jak z odgłosami wydobywającymi się z czeluści toalety. Z początku krępują, denerwują i za nic nie dają się zataić, jednak po kilku wspólnych latach stają się codziennością.

A tak na poważnie.

Zanim skrytykujecie lub wytkniecie wady mężowi, chłopakowi lub Wy Drodzy Panowie waszym żonom czy dziewczynom, zastanówcie się czy jesteście idealni jak kropla krystalicznie czystej wody. No raczej, że nie! Dlatego pamiętajcie żeby kochać tych naszych mężów czy żony, ze wszystkimi wadami.

Penie ktoś się zapyta, no ok ale jak to zrobić, skoro to (ta wada straszliwa) mnie tak wkurza niemiłosiernie ?

Odpowiadam, a czy ktoś mówił, że życie z drugą połówką będzie różami usłane? Że nie będziemy musieli starać się każdego dnia, aby sprostać niedogodnościom ? Nie. Życie to życie. Raz jest prosto a raz …. Wiadomo…

Gdy Pan Mąż, okrutnie gra mi na nerwach liczę do 10, czasem patrzę na niego i widzę człowieka, którego pokochałam od pierwszego wejrzenia. Któremu ślubowałam i z którym chcę przeżyć całe swoje życie. Czy te jego wady, są na tyle duże, żeby niszczyć nam każdy dzień ? Nie.

#Spory nie trwałyby tak długo,
gdyby brak słuszności był tylko po jednej stronie. (autor nieznany)

Skoro jesteśmy przy wadach, warto wspomnieć też o kłótniach. Uważam, że taka kłótnia jest dobra dla każdego związku. Można ją porównać do gwałtownej burzy, która owszem jest niebezpieczna i groźna, ale gdy przejdzie powietrze jest bardziej rześkie, oczyszczone. Czasami jest tak, że skumulujemy w swoim wnętrzu zbyt wiele negatywnych emocji, które czasem ulatują z nas w sposób mało kontrolowany.  Żeby się kłócić i żeby ta kłótnia oczyściła atmosferę, trzeba umieć się kłócić.

Kurczę, czasem mam ochotę Pana Męża udusić. Serio! Moja wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, wymyślając coraz to nowsze narzędzia tortur, a żona z książki Alka Rogozińskiego „Jak Cię zabić kochanie”, mogłaby się schować…

Wiem jednak, że wrzask na cały regulator i wymyślanie win, mojemu ukochanemu, nic mi nie da. Przeciwnie, mój atak sprowokuje jego atak, a taka sytuacja zdrowa nie jest. Zatem, jak się kłócić? 

Przede wszystkim nie krzyczcie. Wasz partner ma dobry słuch i doskonale was słyszy.

Po drugie, nie atakujcie. Pamiętajcie, że najlepszą obroną jest atak. A atakować to wy się możecie do usr…. śmierci.

Po trzecie, wytłumaczcie o co wam chodzi. Jak żyję, prawdziwego jasnowidza co by czytał w myślach nie spotkałam. Wasz partner z pewnością nim nie jest. Zawsze grajcie w otwarte karty. Niedomówienia rodzą domysły, a tych staramy się wystrzegać jak ogórków i maślanki.

Po czwarte, wyjdźcie z siebie. Tak, dobrze przeczytaliście. Wyjdźcie z siebie, stańcie obok i na trzeźwo oceńcie sytuację. Postarajcie się przeanalizować swoje racje i racje swojego partnera jak osoba postronna. Zastanówcie się, jak byście się zachowali na miejscu waszego partnera/ partnerki ? Czy wasza złość, jest w pełni uzasadniona ?

Wiem, że gdy emocje dochodzą do władzy, to nie myślimy i często mówimy rzeczy, których normalnie byśmy nie powiedzieli. Jednak głowa do góry ! Macie przed sobą wiele wspólnych lat, a co za tym idzie mnóstwo sposobności, by wypracować idealną technikę wykłócania 😀

# Kłamstwo ma krótkie nogi

Choćby nie wiem co i choćby nie wiem w jak błahej (waszym zdaniem) sprawie, nie kłamcie. Jest to najgorsze co możecie zrobić. Nic tak nie zaboli waszego ukochanego, jak brak zaufania jakim go obdarzycie jeśli skłamiecie. Podobnie jest z zatajaniem pewnych spraw.

Ileż ja się porad nasłuchałam, będąc młodą żonką. Starsze ślubnym stażem kobiety, wielokrotnie chciały mi wmówić, że czego mężowskie oczy nie widzą, tego jego sercu nie żal. Ehe.

Kłamstwo nawet to najmniejsze, zawsze prędzej czy później, ujrzy światło dzienne. Serio chcecie ryzykować utratę zaufania ? ZAUFANIE to jeden z głównych fundamentów każdego związku.

Podobne do kłamstwa jest zatajanie pewnych rzeczy. Owszem, są sprawy o których po prostu Panu Mężowi nie mówię, bo go nie dotyczą. Jednak wszystkie te, które w jakiś sposób wiążą się z naszym życiem, małżeństwem są przez nas omawiane.

Mój mąż, to nie tylko mąż. To mój przyjaciel, któremu ufam i z którym wiem, że mogę porozmawiać o wszystkim. To przyjaciel, który mnie kocha, na którego mogę liczyć w każdej sytuacji.

# O zaufaniu słów kilka

 Żeby być szczęśliwym w związku, musimy postawić ten fundament, jakim jest zaufanie. Moje zaufanie do męża, jak i jego do mnie jest tak silne, że gdybym stała w oknie palącego się budynku, nawet na 10 piętrze, przez dym nie widząc chodnika. I gdyby mój mąż krzyknął do mnie : SKACZ! ZŁAPIĘ CIĘ ! Skoczyłabym bez wahania.

 # Mów o swoich potrzebach i uczuciach

Znów posłużę się porównaniem do jasnowidza. Czy nasz partner czyta w naszych myślach ? Czy jest w stanie sam wywnioskować, o co nam do diaska chodzi ? Skoro my same często tego nie wiemy ? Nie od dziś wiadomo, że my kobiety jesteśmy mega skomplikowane. W większości rządzą nami hormony, których na palcach jednej ręki nie wymienię. Nasi faceci są skonstruowani prościej. W sytuacji gdy my kobiety, omijamy problem, kręcimy się dookoła niego jak bączek, oni liczą na proste komunikaty.

Zapamiętaj kochana kobietko, że facet nie domyśli się jakie uczucia w chwili obecnej tobą zawładnęły i jakie są twoje potrzeby. Powiedz mu to. Kochasz go, ufasz mu więc do jasnej ciasnej, nie wstydź się powiedzieć mu o swoich potrzebach i uczuciach. Czy to w codziennych sytuacjach czy tych intymnych, łóżkowych. 

Co najlepsze, powiem wam, że im dalej brniemy z Panem Mężem w ten małżeński las, to tym bardziej pewne rzeczy nas nie ruszają. Gdy widzę, że małżonek wraca w złym humorze z pracy i ma „muchy w nosie”, pozwalam mu „pomemrać” na wszystko na co tylko ma ochotę. Nie reaguję. Zawsze wiem, kiedy mogę poruszyć ów niebezpieczny temat i porozmawiać z nim o tym co go wytrąciło z równowagi. Podobnie jest gdy to ja czepiam się o wszystko, dosłownie bez kija nie podchodź. Pan Mąż wie, że już z daleka, trzeba w pierwszej kolejności, rzucać we mnie kostkami czekolady, a dopiero potem pytać, co się stało. Po pierwsze może to „TE DNI”, po drugie może to być najzwyklejszy bad dej.

To co dla mnie jest też istotne to to, że zawsze trzymamy się razem. Nie ważne, jaka to sytuacja, stoimy jeden za drugim murem. Nie liczy się nikt inny. Wiem, że mój mąż będzie przy mnie a ja będę przy nim. Nie szarpiemy za przeciwległe końce sznura, tylko razem współdziałamy, jak najlepsza i najbardziej zgrana drużyna.

Dlatego moi mili, pamiętajcie, że każdy ma wady. Doceniajcie każdy najmniejszy miły gest. Nie udowadniajcie za wszelką cenę, że to właśnie wy macie rację. Mówcie o swoich uczuciach i potrzebach, otwarcie bez krępacji. Słuchajcie co mówi wasz ukochany.

I co najważniejsze:

Bądźcie szczęśliwi !

pozdrawiam

P.