Rodzina

Koszmar z izby przyjęć

10 maja 2016

Ta bezsilność była tak przytłaczająca, że dusiła w gardle, rozrywała serce na drobne kawałki ale była niczym w stosunku do uczucia, gdy widzi się własne dziecko… przerażone, wystraszone i cierpiące…

Wczorajszy dzień był jednym z najgorszych w moim życiu. Nie, nie przesadzam ani nie histeryzuję. Stwierdzam fakt.

Młoda pojechała z Panem Mężem na rowery i niestety po 20 minutach od chwili ich wybycia z domu, odebrałam telefon od PM, żebym po nich szybko przyjechała. Młoda zaliczyła wywrotkę i nie było szans żeby wróciła do domu na rowerze.

Po powrocie do domu okazało się, że rana na udzie, która początkowo była zasłonięta przez spodnie Młodej, wymaga założenia szwów.

I w ten oto sposób trafiliśmy o 17.30 na izbę przyjęć w Centrum Pediatrii a wróciliśmy o 23.00. Gdyby ktoś był ciekaw, droga z domu do CP zajmuje nam 10 minut.

W poczekalni zastaliśmy masę innych dzieci ze skręconymi kostkami, bólami wszelkiego pochodzenia i oczywiście żadnego lekarza czy chirurga.

Na nasze prośby o zmianę przesiąkającego opatrunku czy odkażenie rany, pielęgniarki odpowiadały, że bez obecności chirurga nic zrobić nie mogą.

Uwierzcie mi, że wszystko potrafię zrozumieć, rozumiem, że lekarze byli na bloku operacyjnym, że wokół była masa innych chorych i kontuzjowanych dzieci. Ale za cholerę, nie potrafię zrozumieć dlaczego w naszym kraju nie można zapewnić dodatkowych lekarzy na izby przyjęć i dzieci które są tam przywożone muszą cierpieć…

Ta bezsilność i niemoc rozrywały moje matczyne serce. Młoda znosiła to wszystko bardzo dzielnie. Widziałam jak bardzo boli ją poobijane podczas upadku ciałko, jak boli ją rana, jak nie może wygodnie usiąść. Była rozpalona, co chwilkę popłakiwała cichutko z bólu, zmęczenia, wiem, że strasznie się bała.

Gdy opatrunek i spodnie zaczęły przesiąkać krwią po interwencji Pana Męża został nam założony drugi bandaż na ten nasz, już brudny…

Może to dla niektórych tylko 6 szwów, ale dla nas był to czas pełen obaw (o zakażenie, o to czy nic gorszego podczas upadku się nie stało, a czego nie widać ), pełen nerwów (gdy raz po raz zostawaliśmy odsyłani z kwitkiem, a lekarz ciągle wychodził), pełen tej najgorszej bezsilności (gdy nasze dziecko cierpiało z bólu a my nic nie mogliśmy zrobić).

Łzy Młodej bolały najbardziej, cholera byłam wściekła jak mało kiedy, przez te godziny nie mogliśmy jej dać nic do jedzenia nie wspominając już o piciu. Gdzie dziecko w szoku i po płaczu jest spragnione.

Nie potrafię sobie wyobrazić co by się stało gdyby czyjeś dziecko było gorzej kontuzjowane niż by na to wyglądało ?! Przecież tak jak w naszym przypadku ważne jest zatamowanie krwotoku, sprawdzenie i odkażenie rany.

Umordowani, po wyczekanym odkażeniu rany i założeniu szwów, gdzie początkowo miały być założone jedynie trzy szwy a skończyło się na sześciu, wróciliśmy do domu.

Anusia odpoczywa, dopiero dzisiaj gdy wszystkie siniaki i krwiaki zaczęły się ukazywać widać jak bardzo wszystko bolało ją wczoraj.

Dobrze, że jest już po wszystkim.

Był to Koszmar, którego nie życzę żadnemu rodzicowi.

 

 

  • brak słów …. ale najważniejsze że wszystko jest dobrze :*