Lifestyle | Rodzina

Historia kopytkiem pisana …

9 lutego 2016

Nagotuje się człowiek, naugniata, kuchnia przybierze wygląd jak po wybuchu bomby napełnionej mąką … a one … tak po prostu … wytrzymają minutę, jedynie krótką chwilę po ugotowaniu…

Co jakiś czas nadchodzi taki moment kiedy to Pan Mąż uznaje, że niezmierną ma ochotę na kluskę…

Najlepiej śląską lub może i kopytko ale tylko i wyłącznie świeże, świeżutkie i domowego wyrobu. Niestety fanką wykonywania takowych to ja stanowczo nie jestem i ratuję się jak mogę przed tym przykrym obowiązkiem.

Dziś na przykład robiłam wszystko poza kluchami… Gdy dom błyszczał jak diament, wszystkie zwierzostwo zostało wykąpane, a pies dodatkowo wyspacerowany, zabrałam się za kluchy…

Nagotowałam zapas ziemniaków na tą i następną zimę, nagniotłam ciasta i ugotowałam tonę kluch. Nie wspomnę już o tym, że kilka razy o nich zapomniałam i tak się same gotowały i gotowały, nie, nie wspomnę o tym …

Jeśli myślicie, że ta tona starczy na „jutro” to jesteście w błędzie …

Jedyna dobra rzecz z tej sytuacji wynikająca to to, że następne ugniatanie czeka mnie za kilka miesięcy 😀

A teraz nie pozostaje nic innego jak posprzątać ten bajzel …

 

buziaki !!!

 

  • Ja uwielbiam kopytka, wszelkie kluchy też 🙂 tyle że nie lubię robić, dobrze że mam babcię, która raz na jakiś czas uzupełnia zapasy 😉

    • mmmm nie ma to jak kluchy od babci ! Pamiętam jeszcze smak klusek ze śliwkami jakie robiła babcia 🙂 pychota 🙂

  • HankaSkakanka.pl

    Ooo dawno nie jadłam kopytek :), narobiłaś mi apetytu:D

  • moi uwielbiają kopytka i pierogi, a ty się babo męcz przygotowując hurtowe ilości 😉

    • no właśnie,gdyby tak choć raz role się odwróciły 😀

  • Goska Knopik

    U nas kluchy na milion sposobów często goszczą 🙂 synek je uwielbia 🙂

    • u nas też kluchy są bardzo lubiane, sama tez je lubię, ale bardziej gdy to ktoś je przygotuje… nie ja 😀

  • U mnie takie rewolucje kuchenne zazwyczaj kończą się sromotną klęską. Jeśli chodzi o kluski , kopytka czy makaron to niestety ale kupuję gotowce. Nie ma to jednak jak robione własnoręcznie. 😉

    • 🙂 u mnie też tak było ale do pewnego czasu. Uparcie robiłam kopytka i inne klucha aż przestały być trujące i zaczęły nadawać się do jedzenia 😀 teraz już są zjadliwe i nawet smaczne ale nadal robić ich nie lubię. No ale czego sie nie robi dla rodzinki 😉